Zaraz szkaradnej szczeci zbyły się ich ciała,

Skutku onych uroków, jakie im zadała.

Znów ludźmi są jak pierwej, tylko odmłodnieli,

Urośli, i na twarzach dziwnie wypięknieli.

Od razu mnie poznali, ściskali za ręce,

I nuż w płacz, lecz z radości po tak ciężkiej męce.

Płacz w zamku się rozlega — Kirka płacze z nimi,

Potem do mnie się zbliża, słowy mówiąc tymi:

— O przemądry Odysie, słuchaj rady mojej!

Idź nad morze, gdzie okręt twój w zatoce stoi,