Podobnie moje druhy, skoro mnie obaczą,

Przypadają i do mnie tuląc się, w głos płaczą.

Wżdy nie smutku, radości były to oznaki;

Iście, jakby przeniosło ich co do Itaki,

W kraj rodzinny, gdzie każdy rodził się i chował.

Chórem krzyczą, jam ledwo ich słowa zmiarkował:

— O nasz boski! Twój powrót tyle nas weseli,

Jakbyśmy już na naszej Itace stanęli.

Lecz mów! Jaki los spotkał naszych towarzyszy? —

Tak wołali; jam odparł, gdy się zgiełk uciszy: