Siebie zaś srebrnolitą przyodziawszy szatką,

Powłóczystą i cienką, spięła kibić613 gładką

Złotym pasem misternej złotniczej roboty,

I pod zasłoną skryła bujnych włosów sploty.

A jam z izby do izby biegł przez gmach zamkowy,

Śpiącą jeszcze drużynę tymi budząc słowy:

— Wstawajcie wy, słodkimi snami kołysani!

Zbierać się! Taki rozkaz naszej boskiej pani. —

Tak rzekłem, do posłuchu kłoniąc moje chwaty,

Lecz i tu się bez smutnej nie obyło straty,