Co tak niespodziewanie i lekko przeszywa;

Mnie nie zjadła choroba, co duszę wyrywa

Z ciała bólem żartego, tylko, drogie dziecię,

Ciągła tęskność po tobie wyssała mi życie. —

Tak rzekła. We mnie drżała chęć niepowściągniona

Marę matki nieboszczki pochwycić w ramiona:

Trzykroć chciałem ją objąć myśląc, że przygarnę,

Trzykroć umkła644 mi z ręku i znikła jak marne

Senne widmo, a serce i rwie się, i goni

Tym gwałtowniej. Więc rzekłem tymi słowy do niej: