Stąd zacznie mi porywać moich towarzyszy.

Lecz nigdziem go nie zoczył, choć w szczelinach skały

Aż do znużenia oczy go moje szukały.

Pod strachem wpłynęliśmy w przesmyk, gdzie szła droga:

Tu nam groziła Skylla, tam Charybda sroga,

Co bezdenną paszczęką słoną wodę żłopie,

A kiedy ją wyrzuca, jak w kotła ukropie

Kipiała ona kołbań747 i białymi piany

Po szczyt obryzgiwała obu skał tych ściany;

A znów gdy słoną topiel wciągała do garła,