Skały się trzęsły, kołbań do dna się rozwarła,

Aż widać było mułu czarnego pokłady.

Struchleli na ten widok; przestrach zdjął ich blady,

Bo już śmierć nieochybna przed oczami stała.

Wtenczas Skylla wypadłszy sześciu nam porwała

Z nawy, a wszystko chłopcy i silne, i żwawe.

Owoż gdym się obejrzał na druhów i nawę,

Ujrzałem ręce, nogi w powietrzu drgające

Nad sobą, i ich głowy na mnie wołające:

— Odysie! raz ostatni wyjękli biedacy.