A zbliżając się k’nawie dwakroć owioślonej,

Zalatywał mnie dymek ofiary spalonej.

Struchlałem i tę skargę zaniosłem do nieba:

— Ojcze Zeusie! Wy, bogi! Zguby mej wam trzeba,

Że mnie snem zmorzyliście, aby ci niegodni,

Nie widząc mnie, bezecnej dokonali zbrodni. —

Wtem Lampetia w powiewnym wionęła rańtuchu761,

Do Heliosa wiadomość zanosząc co duchu

O bykach porzezanych. Wstrząsł się Promienisty

I wołał wrząc od gniewu: — Zeusie wiekuisty!