Wkrótce już wiatr zachodni stracił pęd gwałtowny,
Lecz wtomiast Not768 się zerwał; mnie strach niewymowny
Ogarnął, bym w Charybdy nie wpadł wir bezdenny.
Tak płynąłem noc całą, aż póki brzask dzienny
Nie odkrył tu Charybdy, a owdzie skał Skylli.
Charybda słone morze łykała w tej chwili,
Co widząc, figowego jąłem769 się konaru.
Uczepion jak nietoperz, nie mogłem z wiszaru770
Nóg oprzeć ani ciału ulżyć oczywiście,
Bo korzenie daleko, a gałęzi kiście