„Co tylko cię nie zjadły te psiska, mój dziadku!

Oj! Byłożby zmartwienie, a i wstyd w dodatku,

Jakbym nie dość goryczy miał w sercu znękanem!

Małoż człek się napłacze za zginionym panem?

A tu co dzień najtłustsze posyłaj im świnie

Na stoły, kiedy tamten gdzieś tam z głodu ginie

I tuła się w obczyźnie między ludem dzikim,

Jeśli żyw i słonecznym cieszy się promykiem.

Pójdź więc za mną, mój dziadku, do chaty was proszę,

Abyś chlebem i winem skrzepił się po trosze,