Lub zjadły ryby morskie, a kilka piszczeli,

Na brzeg rzuconych, gdzieś tam na piasku się bieli.

Nie ma go! Swych przyjaciół zostawił w żałobie,

Mnie w największej! Bo gdzież bym znalazł pana sobie

Tak dobrego? Chociażbym szukał w okolicach,

Choćbym i do dom wrócił, osiadł przy rodzicach,

Gdziem się rodził, gdziem pod ich okiem się wychował!

Toć nie żal mi ich tyle, acz bym się radował

Witać ich i rodzinną obaczyć krainę;

Lecz tylko po Odysie z tęsknoty aż ginę.