Pochwycić, bym od pewnej ratował się zguby.

Wsiadłem nań, i tak prułem wzdętych fal przeguby

Przez dni dziewięć; dziesiątej nocy wyrzucony

Byłem na brzeg tesprocki851 przez bałwan spiętrzony.

Gdzie Fejdon, król Tesprotów, miał o mnie staranie

Za darmo. Syn to jego znalazł mnie był w stanie

Omdlałym i skostniałym; zajął się rozbitkiem,

W dom ojca zaprowadził, i gościnnym zbytkiem

Podjąwszy, obdarował szatkami pięknemi,

Też chitonem852 i chlajną853. Otóż w tej tam ziemi