Nadeszła noc burzliwa, Boreasz861 dął luty862

I mroził aż do kości; śnieg płatami padał

I na pawężach863 naszych biały szron osiadał.

Inni, oprócz chitonów chlajnami okryci

Pod pawężmi na grzbietach, spali jak zabici.

Jam zaś chlajnę864, niebaczny, zostawił w obozie

Towarzyszom, nie myśląc o tym nocnym mrozie,

I wyszedłem z pawężą, jasnym pasem spięty.

Lecz już o trzeciej straży tak byłem zziębnięty,

Żem trącił Odyseja, śpiącego koło mnie,