Łokciem, a on, obudzon, słuchał mnie przytomnie.

— Boski Odysie! — rzekłem — źle się ze mną dzieje,

Przyjdzie życiem nałożyć, od zimna drętwieję.

Nie mam chlajny, bies jakiś skusił mnie zapewne,

Żem wybrał się tak lekko, więc i duszę ziewnę. —

Rzekłem, a on wnet skoczył po rozum do głowy,

Jako zawsze do rady i boju gotowy;

Więc nachylon, te słowa szepnął mi do ucha:

— Nie gadaj! nuż cię który z Achiwów podsłucha! —

I na ręku się wsparłszy: — Towarzysze mili! —