Mknął ku kolczastym wyspom902, a w duchu truchleje,

Myśląc, czy śmierci ujdzie, czy głową nałoży.

Podczas903 siedział Odysej, a z nim pastuch boży,

W zagrodzie; wśród czeladzi wieczerzą się krzepił.

Gdy zjedzono, wypito, witeź904 znów zaczepił

Słówkiem, by Eumajosa doświadczyć w potrzebie,

Azali905 go jak gościa dłużej tu u siebie

Zatrzyma, czy do miasta odprawi dla zbytu.

„Czy wiesz co, Eumajosie? — rzekł. — Jutro do świtu

Zbieram się iść do miasta po żebranym chlebie;