Choćby która i wstrętną była niewstydowi.

Więc ją pytał: — Skąd rodem? Z jakiej okolicy? —

Ona mu opisała dom swego rodzicy:

— Miejscem moim rodzinnym Sydon śpiżolśniące,

Arybas ojcem, skarbów liczy na tysiące.

Lecz mnie Tafije skradli, gdym biegła przez pole,

Łotrzyki, tu przywieźli, sprzedali w niewolę

Do domu mego pana, za pieniądz gotowy. —

Na to rzekł ów, co skryte miewał z nią rozmowy:

— Może byś chciała z nami wrócić, panno miła,