Na to rzekł Teoklymen, mąż z boskim wejrzeniem:

„Gdzież pójdę? Czyja strzecha będzie mi schronieniem?

Czy mnie przyjmie kniaź który na skalnej Itace,

Czy mam iść wprost na twoje lub matki pałace?”

Roztropny mu Telemach odrzekł: „W każdym innym

Przypadku dom nasz byłby dla ciebie gościnnym

I miałbyś tam wygodę, lecz dziś o przyjęciu

Nie myśleć; mnie tam nie ma, a matka w zamknięciu

Ciągle siedzi, a w izbie gaszej920 też nie bywa,

Tylko w górnych komnatach na krosnach wyszywa.