Na to mu odpowiedział Odysej przezorny:

„Pojmuję i rozumiem, jako za rozkazem

Aż do samego miasta masz ze mną iść razem.

Więc chodźmy, tylko w rękę daj jakie kijisko

Do podparcia, bo pewnie na ścieżkach tam ślisko!”

Rzekł i na grzbiet zarzucił łatami świecące

Biesagi, co wisiały na lichej plecionce,

A Eumajos mu w rękę włożył kostur spory;

I tak wyszli obydwaj, a na straż obory

Zostały psy i czeladź. Prowadził więc króla,