Opierając plecyma, w garść mu kostur włożył,

Mówił doń, i lotnymi słowami dołożył:

„Siedźże tu, abyś świnie i psy stąd odganiał,

A biednym, gdy tu przyjdą, wstępu nie zabraniał,

Inaczej co gorszego spotka cię, nędzniku!”

Powiedziawszy to, torbę z łatami bez liku

Znów wdział na grzbiet, a torba na sznurku wisiała,

I tak wrócił na próg swój. Aż tu zgraja cała

Gachów, śmiejąc się wdzięcznie, szła doń z powitaniem:

„Oby Zeus i bogowie hojnym zmiłowaniem