Aleś ty do niczego! Bąki tylko zbijać!

Leniuch! Po okolicy wolisz się uwijać

I pakować w żarłoczny kałdun chleb dziadowski!”

Na to mu odpowiedział Odysej, mąż boski:

„Trzeba nam, Eurymachu, pójść o zakład z sobą!

Kiedy dzień bywa długi, tak wiosenną dobą,

I na łące z kosami obydwaj stanąwszy,

Spróbować się na kośbę, nic w usta nie wziąwszy,

Od świtu aż do nocy, ciągle w pracy krwawej,

Póki by sianożęci starczyło i trawy.