— Wybornie, zbadamy za chwilę... Cóż więcej?

— Czasami mam dreszcze...

— Dobrze!

— Mam napady jakiegoś smutku, myślę ciągle o śmierci, mam pociąg do samobójstwa.

— A, doprawdy?

— Miewam uderzenia do głowy, o, patrz pan, jakie mam ciągłe drganie w powiece.

— Bardzo dobrze: nazywamy to trismus149.

I lekarz tłumaczy przez kwadrans, używając wyrażeń najbardziej naukowych, naturę objawu zwanego trismus, z którego to objaśnienia wynika, że trismus jest to trismus; zarazem nadmienia z wielką skromnością, że o ile nauka wie, że trismus jest to trismus, o tyle nie zna zupełnie przyczyn tego nerwowego odruchu, który zjawia się, mija, powraca...

— Toteż uznaliśmy — powiada — że to jest czysto nerwowe.

— Czy to jest bardzo niebezpieczne? — pyta Karolina zaniepokojona.