Nie chodzi już może o utratę nadziei wyzyskania życia, nie chodzi o to, coby się stać mogło, ale o to, że już nic się stać nie może. To zapadnięcie klamki, ta pewność beznadziejności, że już się niczego nie doczekamy, bo wrota raz na zawsze są zaparte32 — oto tragedia.

Ja mogę wątpić, czy doścignę czegokolwiek, mogę nawet nie mieć co do tego zupełnie nadziei — zawsze jednak pozostawało mi poczucie, że do wszystkiego mam chociaż prawa — a i w tym już jest wiele, aby zapełnić życie. To się tak mówi: co mi z tych praw, kiedy z nich nie skorzystam nigdy — a jednak to jeszcze ogromnie wiele wobec tej pustki przeraźliwej, kiedy trzeba wyrzec: nie mam już prawa do niczego.

Nie wątpimy o szczęściu samym, lecz o tym, czy do niego dojść zdążymy. Przyśpieszamy biegu, zaostrzamy myśli, czynimy rozpaczne wysiłki — i tak konamy.

Dlatego śmierć jest dla nas brutalną ręką, odpychającą od czary osłody. Już nie życia nam żal — wiemy, że było znikome — żal nam tego czegoś, czego osiągnąć nie zdążyliśmy. Czym to coś być miało, nie mamy najmniejszego pojęcia, a jednak wierzymy, że istnieć mogło. Nie żałujemy życia dla życia, ale dlatego, żeśmy go dobrze użyć, wyzyskać nie potrafili. Roztrząsamy wszystkie czyny i dążenia swego życia — i to nas goryczą i smutkiem napawa. Zawsze widzimy w nich marność i ubieganie się za nią. Nicujemy w myśli całą przeszłość, przerabiamy na wspak wszystkie czyny — i zawsze tylko błędy w nich znajdujemy.

Gdyby nie to, gdyby nie tamto — tak sobie myślimy — życie całe poszłoby na inne zupełnie tory. Naturalnie, byłoby daleko lepiej: uniknąłbym tego i tego, zyskał tamto, z tego zaś musiałoby wyniknąć tylko to i to, itd. — i zawsze to wymarzone coś widzimy u końca, to coś, będące celem życia, syntezą całego istnienia, harmonią, szczęściem...

Zwalamy winę na wszystkich i na siebie, czujemy żal do całego świata, że w chwilach przełomowych poszło się tą, a nie inną drogą. Ta inna droga wydaje się zawsze lepsza, zawsze doprowadzająca do celu — droga zaś, którą szliśmy dotąd, jest zawsze szeregiem niewytłumaczonych błędów. Nie zastanawiamy się nad tym, czy rzeczywiście ta inna droga miałaby wyniki szczęśliwe, czy i ona nie miała w sobie zarodków goryczy i marności — my tylko i tylko dobre w niej upatrujemy.

Stąd żal za życiem zmarnowanym, żal za straconą możliwością szczęścia, żal za każdą godziną, która ubiegła na niczym i już się nie wróci nigdy, nigdy...

Taki jest rachunek z życiem.

Ale to jedna dopiero strona dramatu śmierci.

Druga — to śmierć sama.