Pan rad, w domu każdego do siebie przypuszcza.
Ten wziął konia z siedzeniem121, tamten za przysługę
Nieboszczyka pradziada z lamusu122 czeczugę123,
Ów wlecze złoty dywan, co w skarbcu spoczywał,
Dywan, co stół naddziada–ministra okrywał,
Gdy w usłudze publicznej pracował lub sądził;
Śmieją się z starych gratów, a jak by pobłądził,
Wyszydzają wiek dawny, nowy rzesza chwali.
Liczne przodków portrety wyrzucono z sali124,
Natychmiast, że zbyt wielka, ścieśniają gmach125 stary: