Sam tylko wódz oniemiał,

rozwarłszy dwie powieki

Nad szklaną ócz martwotą,

jak konający tur.

Czyżby przeczuwał dzisiaj,

że nowe krwi rozcieki

Przemienia w żal i jęki

ten tryumfalny chór?

Że świat spod jego groźnej

wyrywa się opieki,