Twarz rumiana, a oczy ku śmiechu skłonione524.

Patrzę, co dalej będzie, aż matka tak rzecze:

«Spisz, Janie, czy cię żałość twoja zwykła piecze?»

Zatymem ciężko westchnął i tak mi sie zdało,

Żem sie ocknął; a ona, pomilczawszy mało525,

Znowu mówić poczęła: «Twój nieutólony526

Płacz, synu mój, przywiódł mię w te tu wasze strony

Z krain barzo dalekich, a łzy gorzkie twoje

Przeszły527 aż i umarłych tajemne pokoje.

Przyniosłam ci na ręku wdzięczną dziewkę twoję,