Dnia 19 sierpnia w drodze pomiędzy Warszawą a Łowiczem spotyka nas miła niespodzianka. Wiedząc o naszym w tym dniu powrocie, generalny przedstawiciel na Polskę firmy Harley-Davidson, pan Łepkowski, wysłał swego zastępcę w eskorcie kilkunastu motocyklistów-harleyistów76 na nasze powitanie. Wręczono nam kwiaty, sprawiając szczerą radość za wyrażone przez to uznanie naszego, wyjątkowo dokonanego z pełnym powodzeniem, rajdu.
Takie są moje wrażenia z rajdu, obserwacje zewnętrzne, które ubrałem wam w czytane słowo.
Nie jestem człowiekiem zbyt młodym, bo jazdę żmudną przedsięwziąłem po czterdziestym roku życia. Odważyłem się na nią nie sam.
Poza dbałością o siebie miałem stale w opiece dwie osoby, wymagające tego ode mnie. Samemu wybrać się w świat nietrudno. Opieka w podróży po obczyźnie z obowiązkiem czuwania w dodatku nad towarzyszami podróży komplikuje ją. Niemniej jednak ma to swoje bardzo dodatnie strony. Mężczyzna, który pełni obowiązek inicjatora i twórcy podróży w takich warunkach, jest prawdziwym mężczyzną.
Skąd do tego doszedłem? To zupełnie proste. Nic tak nie wyrabia inicjatywy, przystosowania się do zmieniających się warunków, nie pokrzepia mięśni i głowy sposobniejszej do wybrnięcia z każdej sytuacji nie czyni — jak sport. W zdrowym ciele zdrowy duch — głosi hasło sportu. Należy go umiejętnie zażywać, nie przemęczać nim ciała tylko, gdyż ból fizyczny powoduje w dużej mierze osłabienie władz umysłowych.
Do późnego wieku pozostaje wspaniały zysk krzepkiego ciała, drwiącego sobie z przeszkód stawianych przez życie. Piękne jest życie, gdy je sobie człowiek urozmaici wysiłkiem własnym.
Wysiłek ludzki bowiem jest trzema czwartymi kapitału, tj. pieniądza.
Aby użyć zdrowej przyjemności, nie należy kłaść nacisku na sam pieniądz, ale na zaradność własną, która bardzo, bardzo wiele w życiu potrafi uczynić.
Drugim czynnikiem w moim rajdzie była niewątpliwie maszyna, mój „harley z przyczepką” i z tak kolosalnym obciążeniem. Pozostawił bowiem on po sobie ponad 11 000 km przejechanych niezmiernie łatwo po różnych drogach i w rozmaitych warunkach. Pobił on wyniosłości Alp, kręte drogi Apeninów, wyboje na bocznych gościńcach, przezwyciężył żar afrykańskiego słońca, kurzu pustyni nałykał się, a jako niestrudzony rumak nie potknął się nawet w powrotnej drodze na kocich łbach dróg dojazdowych do Warszawy.
Harley udowodnił mi, że mam mu prawo zaufać, jako maszynie świetnej i pewnej. Zdobył sobie pamięć wiernego przyjaciela.