Stronnictwo austriackie naznaczyło Sorriente na miejsce ogólnej schadzki. Ujrzałem kolejno przybywających: księcia Oropesę, księcia Infantado, hrabiego Melzara i wiele innych znakomitych osób, że już takich nie wymieniam, którzy nie tylko nie byli znakomici, ale nawet wydawali się podejrzani. Pomiędzy tymi ostatnimi spostrzegłem niejakiego Uzedę, który podawał się za astrologa i usilnie wpraszał się do mojej przyjaźni.
Nareszcie przybył pewien Austriak nazwiskiem Berlepsch, ulubieniec królowej-wdowy i zastępca posła od chwili wyjazdu hrabiego Harracha.
Kilka dni przepędzono na naradach, na koniec otworzono uroczyste posiedzenie około wielkiego stołu przykrytego zielonym suknem. Księżniczka została przypuszczona i przekonałem się, że duma, a raczej chęć wmieszania się do spraw państwa, zupełnie owładnęła jej umysłem.
Książę Oropesa, zwracając się do Berlepscha, rzekł:
— Widzisz tu, señor, zebrane osoby, z którymi ostatni ambasador austriacki naradzał się względem spraw hiszpańskich. Nie jesteśmy ani Francuzami, ani Austriakami, ale Hiszpanami. Jeżeli król francuski przyjmie testament, jego wnuk bez wątpienia zostanie naszym królem. Nie przewidujemy wypadków, jakie może to sprowadzić, ale mogę zaręczyć, że żaden z nas nie rozpocznie wojny domowej.
Berlepsch zapewnił, że cała Europa się uzbroi i że nigdy nie ścierpi, aby rodzina Burbonów obejmowała władzę nad tak rozległymi państwami. Następnie zażądał, aby panowie należący do stronnictwa austriackiego, wysłali do Wiednia upoważnionego przez nich pełnomocnika. Książę Oropesa zwrócił oczy na mnie i już myślałem, że mnie przedstawi, ale zamyślił się i odpowiedział, że nie nadeszła jeszcze pora do przedsiębrania tak stanowczego kroku.
Berlepsch oznajmił, że zostawi kogoś w kraju; zresztą z łatwością spostrzegał, że panowie obecni na tym posiedzeniu czekali tylko odpowiedniej chwili do otwartego wystąpienia.
Po skończonym posiedzeniu poszedłem do ogrodu złączyć się z księżniczką i opowiedziałem jej, jak książę Oropesa spojrzał na mnie, gdy chodziło o wysłanie pełnomocnika do Austrii.
— Señor don Juanie — rzekła — wyznaję, że mówiliśmy już o tobie w tym względzie i że sama cię nawet przedstawiałam. Masz ochotę wyrzucać mi moje postępowanie: nie ma co mówić, jestem winna, ale wprzódy pragnę wytłumaczyć ci moje położenie. Nie byłam stworzona do miłości, twoja jednak potrafiła wzruszyć moje serce. Zanim miałam na zawsze porzucić rozkosze miłości, chciałam wprzódy je poznać. Cóż powiesz? Nie zmieniły one w niczym mego sposobu myślenia. Prawa, jakie ci nadałam nad moim sercem i moją osobą, jakkolwiek słabe, nie mogą już istnieć. Zatarłam najmniejsze ich ślady. Zamierzam teraz przepędzić kilka lat w świecie i jeżeli można, wpłynąć na losy Hiszpanii. Następnie założę zakon szlacheckich panien, którego sama będę pierwszą ksienią.
Co się tyczy ciebie, señor don Juanie, pojedziesz do przeora Toledo, który opuścił już Wiedeń i udał się na Maltę. Ponieważ jednak stronnictwo, w jakie wszedłeś, mogłoby cię narazić, kupuję przeto cały twój majątek i zabezpieczam jego wartość na moich dobrach w Portugalii, w królestwie Algarve. Nie jest to jedyna ostrożność, señor don Juanie, jaką powinieneś przedsięwziąć. Są w Hiszpanii miejsca, nieznane rządowi, gdzie w razie poszukiwań bezpiecznie można całe życie przepędzić. Polecę cię komuś, który da ci je poznać. Słowa moje zdają się zadziwiać cię, señor don Juanie? Dawniej okazywałam ci większą czułość, ale zatrwożyły mnie szpiegostwa Busquera i zamiar mój jest nieodwołalny.