W Tarnobrzegu pierwsza kasa publiczna powstała w roku 1887, mianowicie kasa Towarzystwa Zaliczkowego200, założonego głównie za staraniem dra A. Reifera, ale dawała tylko drobne pożyczki przeciętnie po 100–200 złr, a zresztą można było zaciągać także niewielkie pożyczki prywatnie u Żydów.
Ale dowiedziałem się wtedy o tarnowskiej Kasie Oszczędności, dającej większe pożyczki na 7 procent, i tam postanowiłem więcej pożyczyć, aby spłacić drobne długi. Ponieważ do tego potrzebny był wyciąg hipoteczny, przeto wniosłem do sądu tarnobrzeskiego o oszacowanie całe mojej realności i wtedy w roku 1890 była ona oszacowana na 16 000 złr. Po wyrobieniu wszystkich dokumentów posłałem podanie do Tarnowa o pożyczkę w kwocie 3000 złr i po pewnych staraniach otrzymałem tyle.
Z pożyczonych pieniędzy centa nigdy nie zmarnowałem, ale obracałem je zaraz na powiększenie gospodarstwa i swoich przedsiębiorstw przemysłowych, więc pożyczka na dobre mi wychodziła.
*
Miałem niedaleko domu, na tzw. Podgórzu, około półtora morgi gruntu, z czego większa część położona była na stoku wzgórza, trudna do uprawy i mało urodzajna, bo wierzch i spód stanowiła zwięzła glina. Zaraz od początku mego gospodarowania przemyśliwałem nad tym, jak by ten grunt najkorzystniej zużytkować. Kopiąc doły, przekonywałem się, że glina jest na trzy metry głęboko, więc powziąłem myśl założenia cegielni. Liczyłem na zbyt cegły w Tarnobrzegu i w okolicy, gdyż na miejscu była tylko cegielnia dworska, w której wyrabiano cegłę na własny użytek. Ludzie zawodowi: strycharze, których rady przy sposobności zasięgałem, upewniali mnie, że glina dobra, i cegielnia się opłaci. Zrobiłem próbę — wypaliłem w rozkopanej górze około 20 000 cegły — okazało się, że jest dobra, ludzie ją rozkupili, i miałem ładny zysk.
Więc wziąłem się stanowczo do wyrobu cegły: wymurowałem dobry piec, kierat, szopę, zgodziłem strycharza i od roku 1876 przez trzydzieści lat cegielnia ta była ciągle w ruchu. Wypalało się w niej przeciętnie po 150 000 cegieł rocznie, w latach zaś, kiedy odbyt na cegłę był najlepszy, wypalałem przez lato dziesięć pieców po 22 000. Razem w ciągu trzydziestu lat wypaliło się przynajmniej 5 milionów cegły.
Na tysiącu cegły miałem zarobek 5 złr, w czym mieściło się już wynagrodzenie za glinę. Rocznie więc miałem dochodu przeciętnie 750 złr, a w ciągu trzydziestu lat cegielnia przyniosła mi przeszło 20 000 złr dochodu.
Pole przez cegielnię nie zepsuło się, ale, owszem, naprawiło, bo góra się zrównała i na tym miejscu założyłem ogród warzywny i owocowy i staw odpływowy.
Jednak nie tylko ja zyskałem, ale także dałem ludziom zarobek, którego dawniej szczególniej brak wielki.
W cegielni pracowało stale ośmiu robotników, zajętych przyrządzaniem gliny, wyrobem cegły, zawożeniem jej do pieca i wywożeniem po wypaleniu z pieca. Najwięcej tych robotników bywało z Mokrzyszowa. Inni zarabiali furmankami, gdyż na wypalenie każdego pieca szło 15 sągów drzewa, czyli 30 fur drzewa, licząc pół sąga na furę, a na dostawienie cegły z jednego pieca do miejsc przeznaczenia trzeba było przeszło 100 furmanek, które brały po 200 cegieł.