Dnia 19 sierpnia w południe przybył do Dzikowa pułk piechoty, rekrutowany w okolicach Żywca. Zatrzymał się tu na wypoczynek i nocleg. Wszystkie zagrody zajęte były przez wojsko. Oficerów przyjęto w domach, żołnierze spali w stodołach. U mnie w stodole i szopach spali żołnierze, nadto były karabiny maszynowe i kilka koni. W innych też wsiach, począwszy od Baranowa, nocowały wtedy różne pułki. Duch w wojsku był dobry, była wiara, że Moskala pokonają, mniej było takich, którzy powątpiewali w możność zwyciężenia Rosji i którzy mówili: „My dobrze przyładowani, ale oni na nas pewnie jeszcze lepiej”.

Główny jednak przemarsz wojsk, należących do korpusu krakowskiego, nastąpił 20 sierpnia. Przemarsz przez Dzików rozpoczął się tego dnia wczesnym rankiem, a trwał bez przerwy cały dzień do późnego wieczora. Dzików nigdy czegoś podobnego nie widział. Przeszły pułki: cieszyński, bialski, krakowski, bocheński, sądecki i inne, przechodziły należące do tych pułków orkiestry, konnica, baterie kanonierskie, oddziały pionierskie, saniteckie, kuchnie polowe, a na końcu ciągnęły samochody i olbrzymia ilość podwód chłopskich spod Tarnowa, Bochni, Krakowa, Żywca. Wyglądało to na istną wędrówkę ludów, wszystko zmierzało ku północy, za San, na Kraśnik i Lublin. Wojska te drogę do Tarnowa przebyły kolejami, stąd maszerowały, robiąc po 3–4 mile dziennie.

Po przemarszu tych wojsk piechotnych i zaprzęgów gościniec pod wieczór wyglądał jakby zdarty wierzchem, a miejscami potworzyły się takie wyboje, że ciężkie wozy nie mogły przejechać.

Żołnierze, mimo że dźwigali ciężkie tornistry (35 do 40 kg wagi), szli dziarsko, ze śpiewem, rzucali w przechodzie przyglądającej się publiczności żartobliwe pytania: „Jak daleko Warszawa, Petersburg?” albo „Czy Moskal jeszcze nie uciekł?” itp. Wszędzie po drodze darzyła ich ludność czym mogła: napojem, owocami, kwiatami, życzeniami szczęśliwego powrotu.

W następnych dniach, od 21 sierpnia do 3 września, przechodziły ciągle ku Sandomierzowi mniejsze i większe oddziały wojsk pieszych i konnych, Wisłą zaś przepływały galary z armatami i wojskiem,jednakże po przemarszu głównej siły budziły mniej zainteresowania. 25 sierpnia zatrzymała się na noc w Dzikowie i wsiach okolicznych brygada pospolitego ruszenia z niemieckich krajów austriackich: Austrii Dolnej, Górnej, Salzburga, Tyrolu. Ci pierwsi zaczęli się obchodzić z ludnością bezwzględnie i szorstko: w stodołach rozwiązywali niemłócone snopki i robili sobie posłanie, brali naczynia kuchenne z domów i prali w nich swoją bieliznę itp. Mówili, że idą walczyć za Polskę, więc należą się im wygody. Po odejściu ich narzekano powszechnie, że narobili więcej szkody niż wszystkie poprzednie wojska razem.

Jechały też w dalszym ciągu, zdawało się bez końca, podwody chłopskie do przewożenia prowiantów i amunicji dla wojska. Podwód tych przejechało przez Dzików tysiące.

Największy podziw budziły podwody górali ze Spiszu237, którzy byli różnej narodowości: Polacy, Słowacy, Węgrzy, Niemcy. Mieli oni wozy grube, mocne, konie rosłe, ogromnie wytrwałe, bo choć były w drodze od szeregu dni i przebyły kilkadziesiąt mil, nie widać było na nich znużenia, szły rączo i strojnie, jakby dopiero co z domu wyszły. Podwody te szły pod Lublin próżne; tam dopiero miały być użyte do transportów. Przejechało też między innymi kilkaset furmanek chłopskich z Kieleckiego, naładowanych owsem, prowadzonych przez honwedów238 węgierskich. Konie w tych podwodach były niewielkie, ale krępe i rącze, wozy lekkie, zgrabne, uszykowane na modę krakowską.

Takie siły przeszły drogą na Tarnobrzeg, równocześnie — jak przejezdni opowiadali — druga armia austriacka szła drogami po przeciwnej stronie Wisły, inne zaś ciągnęły do Królestwa Polskiego od Przemyśla i Lwowa. Z armiami zaś austriackimi współdziałały przeciw Rosji armie pruskie.

Było więc przekonanie, że Austria i Niemcy zwyciężą, że wojna toczyć się będzie poza granicami tych państw i oddalać coraz bardziej ku wschodowi. Ci, którzy pamiętali powstanie z 63 roku, podnosili, że wtedy słabe stosunkowo siły trzymały się przeciw Rosji przez półtora roku, więc tak potężne mocarstwa dadzą Rosji radę niechybnie.

Dla armii, która przeszła na Lublin, ściągano nad granicę olbrzymie zapasy żywności i amunicji i założono ogromne magazyny w Nadbrzeziu i Rozwadowie.