Cała ta wyprawa odbywała się wśród pięknej pogody, gdyż od wybuchu wojny przez sierpień i połowę września panowała pogoda, ciepło, nawet upalne gorąco.

Olbrzymiemu temu pochodowi przyglądały się po drogach rzesze ludności, odrywając się od zajęć codziennych. Szczęściem, że wojna wybuchła z początku sierpnia, kiedy już zbiory zboża i paszy były na ukończeniu, bo po mobilizacji reszta robót gospodarskich, jak: zbiór jęczmienia, prosa, potrawów239 itp. postępowała już bardzo niesporo240, każdemu bowiem na myśli była wojna. Mówiono przy tym powszechnie: „My zbieramy i pracujemy, a nie wiadomo, kto to będzie pożywał”.

W tymże czasie odbywał się pobór nowych rekrutów. Najpierw zgłaszali się do starostwa rekruci, którzy, przebywając na robotach w Niemczech, nie stawili się do poboru wojskowego we właściwym czasie. Takich z Tarnobrzega odjechało kilkuset do Rzeszowa, gdzie była komisja poborowa. Z samego Dzikowa było ich trzynastu.

Dnia 21 sierpnia było częściowe zaćmienie słońca, trwające od godziny pierwszej do wpół do trzeciej po południu, które przy pięknej pogodzie bardzo dobrze dało się widzieć. Zaćmienie to było zapowiedziane ze starostwa okólnikami, żeby ludność nie uważała zjawiska tego w czasie wojny za wróżbę jakichś nieszczęść.

Nazajutrz pojawił się po raz pierwszy w tych stronach balon wojskowy (Zeppelin), bardzo pilnie przez wszystkich oglądany. Płynął wzdłuż Wisły ku Sandomierzowi.

Z wojną tą łączono od początku sprawę polską. Było przekonanie, że wojna światowa doprowadzi do wskrzeszenia państwa polskiego. 26 sierpnia odbyło się w Tarnobrzegu w Radzie powiatowej liczne zebranie w sprawie Naczelnego Komitetu Narodowego i Legionów Polskich po stronie Austrii. Na zebranie przybyło wielu włościan, nauczycielstwa, inteligencji. Przewodniczył marszałek powiatu Zbigniew Horodyński. Przemawiali dwaj delegaci Naczelnego Komitetu Narodowego241 z Krakowa: o powstaniu tego Komitetu, o tworzących się Legionach i potrzebie powiatowej organizacji narodowej. Po krótkiej dyskusji utworzono Komitet Powiatowy, którego przewodniczącym został marszałek powiatu.

Od początku wojny dużo niezadowolenia wśród ludności budziło zachowanie się Żydów, którzy — choć Austrii sprzyjali — wykręcali się od wszelkich świadczeń wojennych. Przy ogólnej mobilizacji mały procent Żydów poszedł do wojska i na wojnę, podczas gdy wśród ludności chrześcijańskiej od razu był widoczny duży ubytek mężczyzn. Prócz tego ci, którzy wzięci byli do wojska, zgłaszali się jako chorzy do szpitali lub pełnili służbę na stacjach, posterunkach, w magazynach, gdzie nie groziło żadne niebezpieczeństwo, a tylko bardzo niewielu szło do służby polowej. Nadto wieś jedynie dawała kwatery dla wojska, gdyż w brudnych miasteczkach, zaludnionych przez Żydów, nie mogło się ono zatrzymywać na noclegi. Wieś też ponosiła cały ciężar dostarczania podwód. Nawet do naprawy dróg pociągana była wyłącznie ludność chrześcijańska, odrywana od robót polnych, domowych i od warsztatów, podczas gdy ogół Żydów wystawał bezczynnie na mieście. Gdy wreszcie pod naporem opinii zaczęto ich pociągać do pracy na drogach, uciekali i kryli się po domach, piwnicach, strychach, gdzie tylko mogli. Musiano ich przemocą chwytać, wsadzać na samochody i w ten sposób dostawiać na miejsce robót.

Wielką też plagą od wybuchu wojny stało się plotkarstwo o wydarzeniach wojennych, szerzone przez ludzi wszystkich warstw. Jedni o pogodnym usposobieniu mówili najchętniej o zwycięstwach, których najczęściej nie było, inni zgryźliwi, biadali o klęskach i nic dobrego nie wróżyli, inni wreszcie podszyci strachem szerzyli ciągle popłoch. W wieściach rozpowszechnianych tkwiła albo tylko drobna część prawdy, albo zgoła były one nieprawdziwe i nieprawdopodobne.

Gdy np. zaczęła się wojna z Serbią, powstawały ustawicznie pogłoski o zdobyciu Belgradu, nawet całej Serbii, a w dzień urodzin cesarza Franciszka Józefa, 18 sierpnia 1914 roku, opowiadali niektórzy z uporem, że cesarz otrzymał na wiązanie242 „klucze od Serbii”, tj. kraj ten podbity.

To znowu, gdy rozpoczęły się walki za Sanem, opowiadano, że Moskale obwarowują się w Pniowie, wsi mającej górne położenie nad Sanem, że do kościoła tamtejszego wprowadzili armaty, a z wieży śledzą ruchy wojsk austriackich i tak panują nad całą okolicą. Opowiadano dalej o bitwie pod Pniowem, że wojsko austriackie podeszło tam w odpowiedniej sile, w czasie walki działowej kościół zwalił się w gruzy, Moskale wyginęli co do jednego, a zdobyte armaty rosyjskie wystawiono na widok publiczny w Rozwadowie w rynku. Tymczasem wszystko to było zmyślone: nie było żadnej bitwy pod Pniowem, kościół jak stał, tak stoi dotychczas, były tam wówczas tylko potyczki pod Radomyślem.