Albo chłopi w Królestwie Polskim po wkroczeniu tam oddziałów austriackich opowiadali, że oddziały te przeszły przez Wisłę po „mostach gumowych”, i o tych mostach mówili między sobą i podawali wiadomość dalej, a nikt nie poszedł na miejsce, żeby to naocznie sprawdzić, choć mieszkali przy Wiśle.

Gdy zaś przyszło do wielkich bitew w tej wojnie światowej, przeróżnym plotkom nie było końca. Mówiono to o wielkich zwycięstwach, to o strasznych klęskach, a wieści te były najczęściej mylne i w znacznej części pochodziły z gazet.

W rzeczywistości było w tych stronach tak, że mniejsze oddziały rosyjskie za Sanem i Wisłą cofały się na razie pod naporem sił austriackich. Była tu wówczas powszechna radość, że Austria, a z nią sprawa polska zwycięża, mówiono też, że wojna zakończy się w paru miesiącach.

*

Od połowy sierpnia dochodziły do Dzikowa tylko głuche odgłosy strzałów armatnich, pochodzące z bitew, jakie toczyły się wówczas pod Kraśnikiem, Kielcami, następnie pod Niedrzwicą i Lublinem. Ludzie wsłuchiwali się w ten huk armatni, a niektórzy, chcąc go lepiej słyszeć, przykładali ucho do ziemi i w ten sposób potrafili nawet rozróżnić strzały rosyjskie od austriackich.

Tak było od pierwszych dni września. Mówiono i pisano tylko o zwycięstwach austriackich pod Kraśnikiem, Lublinem. Ogół nie wiedział o tym, że armia austriacka zmaga się tam z wielkimi trudnościami, a to głównie z powodu lichych dróg w tamtych stronach i spotkania się z nieprzyjacielem bardzo dobrze przygotowanym do walki. Więc wprawdzie armia ta zmusiła Rosjan do cofania się pod Kraśnikiem, następnie pod Niedrzwicą, ale już pod Lublinem nie mogła przełamać ich oporu i zaczęła się stamtąd szybko cofać (co było też w związku z klęskami, jakie równocześnie poniosły armie austriackie, walczące dalej na wschód).

Odwrót ten jednak był przez dowództwo austriackie starannie ukrywany i do ostatniej chwili ogół o nim nic nie wiedział.

Nagle 9 września z rana zaalarmowały tutejsza ludność bliskie strzały armatnie tuż spod Sandomierza. Ze wzgórzy243 dzikowskich można było rozróżnić, że Rosjanie prą na Sandomierz, broniony przez Austriaków. Od kul armatnich wybuchały w różnych miejscach pożary. Baterie rosyjskie ostrzeliwały w dalszym ciągu most w Sandomierzu, składy żywności i amunicji w Nadbrzeziu, stację w Sobowie. Granie armat rozlegało się do późnego wieczora.

A choć kule rosyjskie nie wyrządzały większej szkody, wszczął się jednak popłoch między robotnikami zatrudnionymi w składach wojskowych w Nadbrzeziu. Pracowało tam bowiem do 1000 ludzi w oddziałach robotniczych. Pod wieczór przybywali oni bezładnie do Tarnobrzega, powiększając tu strach i popłoch, który się zaczął z rana od pierwszych wystrzałów armatnich.

Już wtedy z obawy przed większymi bitwami zaczęli niektórzy wyjeżdżać z Tarnobrzega, a przede wszystkim bogatsi Żydzi i panie, między nimi nawet takie, które zaciągnęły się do pracy w organizacji Czerwonego Krzyża.