W następnych dniach bitwy zbliżały się coraz bardziej w te strony, tak że w niedzielę 13 września główne siły rosyjskie przekroczyły San pod Wrzawami, a Tarnobrzeg i Dzików ostrzeliwany był tegoż dnia przez armaty rosyjskie zza Wisły. Kule rosyjskie kierowane były głównie na stację kolejową w Tarnobrzegu, żadna jednak nie dosięgła dworca i toru kolejowego, ale padały przeważnie na polach dzikowskich, zwanych Nawozami. Uszkodziły tu jeden dom, z którego od kuli szrapnelowej244 spadła wszystka dachówka, jakby liście z drzewa. Armatom rosyjskim odpowiadały działa austriackie, ukryte na wzgórzu tarnobrzeskim — „Wianku” — i na folwarku Wymysłowie. Ogień armatni trwał do południa. Kule wychodziły z hukiem, wyły w powietrzu i padały z trzaskiem na ziemię.
Trwoga ogarnęła ludność miejscową, której po raz pierwszy zaświstały kule nad głowami. Jedni kryli się koło swoich domów, najwięcej w piwnicach, inni uciekali, chcąc oddalić się od Wisły i wydostać się poza obręb strzałów. Przede wszystkim rzucili się do ucieczki Żydzi tarnobrzescy, unosząc z sobą część mienia, jak pościel, wydalała się też część ludności chrześcijańskiej. Po południu, gdy bitwa ucichła, wielu wracało na powrót do swych domów, wszyscy jednak żyli w obawie, że w najbliższym czasie mogą się wznowić groźniejsze wypadki.
Nazajutrz, 14 września, główne siły rosyjskie i austriackie biły się już z tej strony Sanu, pod Rozwadowem i Zaleszanami, trzy mile od Tarnobrzega, więc dochodziły tu ogłuszające odgłosy ognia armatniego.
Wtedy dopiero stało się widocznym, że cała armia austriacka spod Lublina cofa się. Wielu, którzy widzieli tę świetną armię, wkraczającą do Królestwa Polskiego, do ostatniej chwili nie chciało uwierzyć, żeby ona nie sprostała nieprzyjacielowi i ustępowała mu. A jednak armia ta cofała się, ale już nie szosą, którą szła poprzednio, na Tarnobrzeg wzdłuż Wisły, gdyż droga ta mogła być już zza Wisły przez nieprzyjaciela ostrzeliwaną, ale cofała się po lichych drogach polnych i lasowych, przez wsie: Żupawę, Ślęzaki itd.
Ze świetnych pułków, które poszły za Lublin, wracały tylko strzępy: wielu poległo, było rannych lub dostało się do niewoli; z trenu wiele przepadło, bo wskutek ciężkich dróg psuły się wozy, padały konie, dużo zabierał nieprzyjaciel. Na żołnierzach znać było zmęczenie i poniewierkę.
Przede wszystkim cierpieli z powodu głodu. Przechodząc przez wsie, prosili o chleb, chcieli płacić i pieniądze trzymali w rękach, ale ludność wsiowa mogła zaledwie pierwsze oddziały obdzielić jakimiś prowiantami, dla następnych nic nie było gotowego. Zgłodniali żołnierze wyrywali kapustę w polu i jedli z niej głąbie; jedli marchew pastewną, a nawet surowe ziemniaki. Wpadali do domów i często przemocą zabierali, co się dało, do jedzenia. Były wypadki, że wydzierali chleb piekący się z pieca lub ziemniaki gotujące się z garnka.
Jak opowiadali, od kilku dni nie mogli się należycie pożywić, gdyż postępował za nimi pośpiesznie nieprzyjaciel, a przy tym magazyny i treny z żywnością wpadły w jego ręce lub zostały zniszczone.
Nadto rozluźniła się znacznie karność i porządek w szeregach: wielu wyczerpanych trudami wlokło się bezładnie z tyłu, inni, aby sobie ulżyć, wyrzucali po drodze naboje, pozostawiali na miejscach spoczynkowych tornistry, a nawet karabiny.
Mimo wszystko pewna część nie straciła jeszcze nadziei zwycięstwa. Ci mówili, że cofają się tylko dlatego, żeby wciągnąć za sobą w głąb Galicji Moskali, tu ich otoczyć i pobić.
Stało się tu już pewnym, że w ślad za cofającą armią austriacką wkroczą Moskale. Wskutek tego wyjeżdżała z Tarnobrzega wielka część Żydów, którymi były zapełnione całe pociągi i reszta inteligencji urzędniczej. Wyjechali też ze szpitala wszyscy lżej ranni i mniej chorzy żołnierze. Wieczór 14 września odeszły ze stacji tarnobrzeskiej ostatnie pociągi. Kto już na pociąg nie zdążył, a chciał usunąć się stąd, podążał jeszcze pieszo drogą na Majdan, Kolbuszowę ku Rzeszowowi itd. Wielu porzucało swoje domy i szło na tułaczkę bez rzeczywistej potrzeby, a tylko ze strachu przed Moskalami i przed kulami. Nie było uspokojenia urzędowego i wezwania do ludności, ażeby nie opuszczała swoich siedzib, a natomiast rozchodziły się potworne pogłoski, że „Moskale będą wieszać”, że „mężczyzn pozostałych wcielają do swych szeregów” itp.