Tak 27 czerwca o piątej po południu stanąłem w Dzikowie. Była to niedziela, więc niektórych z rodziny i sąsiadów spotkałem na ulicy, idących z kościoła po nieszporach257. Jakie było czułe i serdeczne przywitanie, tego opisać nie mogę, wystarczy gdy powiem, że zeszło więcej niż dwie godziny, nim doszedłem do domu i próg przekroczyłem, gdyż na dworcu opowiadaliśmy sobie wspólnie każdy swoje przygody, któreśmy przechodzili, ja w Wiedniu, oni na miejscu w domu.

*

Nim rok upłynął od wybuchu wojny, okolica tutejsza widziała dziewięć wielkich przemarszów armii wojennych, mianowicie przeszły tędy pięć razy naprzód i w odwrocie armie austriackie i cztery razy armie rosyjskie. Powiat dwukrotnie był zajmowany przez Rosjan. Pierwszy raz przez trzy tygodnie, drugi raz prawie osiem miesięcy, od 5 listopada 1914 roku do 22 czerwca 1915 roku. Trzykrotnie toczyły się tu wielkie bitwy: pierwsze trzydniowe, później przez październik 1914 roku nad Sanem, następnie sześciotygodniowe od 14 maja do 22 czerwca 1915 roku.

Tak przemarsze, jak bitwy sprowadzały ogromne zniszczenie, największego jednak spustoszenia dokonały ostatnie sześciotygodniowe walki i ostatni odwrót Moskali.

W Dzikowie spłonęło w owym czasie parę gospodarstw od strzałów armatnich.

Więcej ucierpiał Tarnobrzeg. Kościół oo. Dominikanów był znowu przez dwa dni celem pocisków armatnich, ponieważ na wieży był ukryty oficer rosyjski i kierował stamtąd telefonicznie ogniem baterii rosyjskich. Później, gdy naokoło padające granaty austriackie groziły zniszczeniem wieży, przeniósł się na lipę w ogrodzie klasztornym. Skutkiem tego kościół uległ bardzo ciężkiemu uszkodzeniu. Sklepienie było przebite kulami, nad główną nawą zupełnie zwalone, chór z organami zniszczony, witraże wszystkie porozbijane, sama wieża mniej uszkodzona.

Wiele domów uległo całkowitemu lub częściowemu zniszczeniu, niektóre — jak budynek, w którym się mieścił sąd karny — zniknęły z powierzchni ziemi za jednym pociskiem armatnim. Handel chrześcijański „Bazar”, najprzód zrabowany, spłonął doszczętnie już w zimie, zdaje się od podłożonego ognia celem zatarcia śladów rabunku. Na środku rynku sterczała kupa gruzów po dawnym ratuszu, spalonym już w czasie pierwszego pobytu Rosjan.

W całym mieście nie było prawie całej szyby, w wielu domach wraz z szybami powylatywały także ramy i drzwi. Po ogrodach i ulicach miasta powyrywane były pociskami armatnimi liczne doły, głębokie na 3–4 metry, szerokie na 6 metrów.

Przed drugim wkroczeniem Rosjan mieszkańcy w ośmiu dziesiątych częściach uszli z miasta, między uchodźcami byli wszyscy Żydzi z wyjątkiem kilku kalek, którzy uciekać nie mogli. W mieszkaniach opuszczonych nie zostało prawie nic mebli. Wywiezione zostały częścią przez Moskali, częścią rozebrane przez ludność okoliczną. Poniszczone zostały w znacznej części biura władz państwowych i samorządowych, urządzenia instytucji społecznych, ocalało jedynie starostwo, pomieszczone w budynku klasztornym. Sklepy zostały doszczętnie zrabowane.

Wszystkie ulice i podwórka, zanieczyszczone niemożliwie, były gniazdami różnych chorób.