W pół roku potem, dnia 21 grudnia (gdy noc najdłuższa), spłonął zamek dzikowski, który był budowlą z XV wieku, a w roku 1522 nabyty przez Tarnowskich od tego czasu nieprzerwanie pozostawał w ich rękach. Ogień zapuszczono przy rozgrzewaniu zamarzniętych rur centralnego ogrzewania, później też jeden ze służby zamkowej pociągnięty został do odpowiedzialności sądowej za nieostrożne obchodzenie się z ogniem. Pożar wywiązał się na strychu w środkowej części zamku, na zewnątrz zaś ukazał się koło wieży od razu żywiołowo około godziny 2.30 po północy. Bardzo szybko objął drugie piętro zbudowane z drzewa i wżerał się w dalsze części zamku. Na ratunek rzuciła się tłumnie służba zamkowa, ludność z Dzikowa i Tarnobrzega, okoliczne straże ogniowe, a przede wszystkim młodzież miejscowego gimnazjum i seminarium Dzięki bohaterstwu ratujących ocalono przeważną część sławnej biblioteki dzikowskiej, obrazy i różne pamiątki narodowe. Ratunek jednak utrudniało to, że pożar wybuchł wśród bardzo mroźnej nocy, że wody w zamku nie było, bo zbiorniki mieściły się na strychu spalonym, a hydranty koło zamku były zamarznięte, że wiejskie straże ogniowe nie miały odpowiednich przyrządów do ratowania takiego gmachu jak zamek, że wreszcie sufity w zamku nie były sklepione, ale zbudowane z drzewa i waliły się, trawione ogniem. Koło godziny piątej nad ranem, gdy wrzała największa praca nad ratowaniem zabytków zamkowych, runął sufit w największej sali piętrowej, w której pomieszczona była biblioteka. Zginęło wówczas dziewięciu bohaterskich obrońców skarbu duchowego, a mianowicie: Janina Kocznerówna, uczennica seminarium, Alfred Freyer, sławny lekkoatleta, Józef i Grzegorz Gilowie, stolarze (ojciec i syn), Jan Mastelarczyk, uczeń gimnazjum, Aleksander Pomykalski. murarz, Wojciech Skiba, strażak, Bronisław Wiącek, praktykant stolarski, Władysław Wiącek, czeladnik. Ciężko ranni byli: Adam Gronek, uczeń gimnazjalny, i Franciszek Wiącek, malarz pokojowy. Najtragiczniej zginął Grzegorz Gil, któremu belka przywaliła nogi i żywcem się palił, a do nadbiegających mu z pomocą wołał, aby siebie ratowali, bo on już zginąć musi. Do wieczora pożar strawił cały gmach aż do parteru, ocalała jedynie kaplica na lewym skrzydle i sąsiadujące z nią archiwum. Zresztą301 z całego zamku pozostały jedynie okopcone szkielety murów. Pogrzeb bohaterskich ofiar pożaru odbył się wśród podniosłych, rzewnych uroczystości, przy udziale nieprzejrzanych zastępów publiczności. Zwęglone szczątki Bronisława Wiącka, najuboższego z tych, co zginęli, nieśli na cmentarz członkowie rodziny Tarnowskich.

Ale życie w miejscu nie stoi, idzie naprzód, rozwija się. Po tych nieszczęśliwych wypadkach rozpoczęły się zaraz zabiegi około wyrównania strat poniesionych. Rozpoczęło się zbieranie składek na nową koronę na cudowny obraz Najświętszej Panny Dzikowskiej, a uroczystość nałożenia nowej korony odbędzie się za parę lat po odnowieniu kościoła oo. Dominikanów, zniszczonego w czasie wojny. Odbudowuje się też pospiesznie zamek w Dzikowie i niedługo stanie w pełnej okazałości.

Tak weszliśmy w rok 1928, dziesiąty od wskrzeszenia państwa polskiego, a osiemdziesiąty od zniesienia pańszczyzny.

*

Wspomnę jeszcze o odznaczeniu jakie mnie spotkało w ostatniej chwili, gdy już Pamiętniki były w druku. Oto dnia 1 marca 1929 roku otrzymałem niespodziewanie z Kancelarii Cywilnej Pana Prezydenta Rzeczypospolitej zawiadomienie, że został mi nadany Złoty Krzyż Zasługi i zarazem otrzymałem zaproszenie na uroczystość wręczenia odznaczeń, mającą się odbyć dnia 10 marca br. na Zamku Królewskim w Warszawie.

Z powodu tego odznaczenia przeżyłem w Warszawie chwile prawdziwie podniosłe. Na uroczystość 10 marca przybyło tam z różnych stron Polski kilkuset włościan, którzy mieli być odznaczeni w obecności Pana Prezydenta Krzyżami Zasługi: brązowymi, srebrnymi i złotymi. Uroczystości z tym związane rozpoczęły się 9, a zakończyły 11 marca, a złożyły się na nie między innymi: uroczysta msza św. w katedrze św. Jana, złożenie wieńca na grobie Nieznanego Żołnierza, przedstawienie w Teatrze Wielkim, wręczenie odznaczeń, raut na Zamku Królewskim. Uroczystości zaszczycił swą obecnością Najwyższy Zwierzchnik Państwa, więc były nacechowane wielką okazałością, odpowiadającą wielkości i godności Rzeczypospolitej. Byliśmy wszędzie podejmowani z niewymowną gościnnością i szczerością, którą starali się nam okazać wszyscy, a szczególnie młode Warszawianki z Drużyny Strzeleckiej.

Zapewne po raz pierwszy w Polsce odznaczano naraz tylu drobnych rolników, tych, „co żywią i bronią”302. Zostało przez to podkreślone znaczenie gruntowego włościaństwa. Zaznaczył to też w przemówieniu Pan Prezydent Rzeczypospolitej, że rolnictwo stanowi podstawową gałąź bogactwa narodowego, a osiągnięcie postępu w tej dziedzinie jest trudniejsze niż w jakiejkolwiek innej.

Nic potrzebuję dodawać, jak czułem się szczęśliwym z dożycia tej chwili, że takie odznaczenie spotkało mnie i tylu innych braci włościan od własnego Rządu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

W roku tym kończę w zdrowiu i przy dostatecznej sile osiemdziesiąty siódmy rok życia. Za co niech będą Bogu Wszechmogącemu dzięki.

Rozdział XIII