Ja sam przechowuję kamizielę do dziś dnia, jak najdroższą pamiątkę, i ubieram się w nią na uroczystości dla zaszczytu, że jestem włościaninem, zwyczajnie zaś chodzę w sukmanie brunatnej, którą bardzo sobie chwalę, a zresztą postępuję za ogólną modą i na co dzień noszę krótkie ubranie, powszechnie dziś używane.
Również wesela i inne zabawy uległy ogromnej odmianie, a to jest dobre, że obecnie mniej na nie traci się czasu niż dawniej. Np. co do wesel, u mnie jeszcze na pierwszym w roku 1891 czterdzieści fur jechało do ślubu, wesele trwało prawie cztery dni i kosztowało około 500 złr, ale choć wydatek był wielki, niepodobieństwem było na tak tłumnych zabawach wszystkich należycie ugościć i ukontentować. Jedno z ostatnich wesel, jakie sprawiałem w roku 1909, było już całkiem odmienne, bo brały w nim udział tylko najbliższe rodziny i trwało wszystkiego pół dnia. Według mnie wesela im krótsze, tym lepsze, bo usuwa się przez to jedną z przyczyn, które chłopów rujnują i niszczą.
*
Ostatnie wielkie przemiany sprowadziła wojna światowa i powstanie państwa polskiego. Po wielkiej wojnie w niepodległym państwie lud uzyskał większe prawa i większe znaczenie, jak również wyrobił w sobie silniejsze poczucie polskie i miłość ojczyzny, widać też u ludności polskiej większy pochop303 do handlu, który przedtem był ze strony naszej zupełnie zaniedbany, oddany w obce ręce. Obecnie też za rządów polskich władze państwowe więcej działają na korzyść ludu uwzględniają jego potrzeby i żądania.
*
Z treści tych Pamiętników można osądzić, co w przeszłości było dobrego i powinno być zachowane i rozwijane, a co było złego i powinno być wypleniane i poprawiane.
Dobra była na przykład dawniejsza prostota i poprzestawanie na małym w życiu codziennym, a więc w pożywieniu, odzieniu, w urządzeń mieszkania, w obyczajach, i lepsze to było od tych wielu grymasów i tego wprost rozpasania, jakie się dzisiaj w życiu spotyka.
Dobre było, że istniał przemysł swojski, bogato rozwinięty, który zaspokajał potrzeby ludu i który należało tylko pielęgnować i udoskonalać, ażeby kraj sam sobie wystarczał. I lepsze to było niż sprowadzanie wytworów przemysłu od obcych i zadłużanie się wobec zagranicy.
Dobre było zachowywanie różnych starych zwyczajów, obrzędów, złączonych z świętami dorocznymi, z weselami itp., zwyczaje te bowiem i obrzędy były ładne i pamiątkowe, umilały uroczyste chwile i podnosiły ich ważność. Powinny więc być zawsze szanowane i strzeżone jako skarb duchowy, przekazany przez poprzednie pokolenia.
Dobre było dawniej życie religijne, która opierało się na przykazaniach bożych i kościelnych. Kazań w niedziele i święta pilnie wówczas słuchali i powtarzali je w domu tym, którzy nie mogli być w kościele. Dzieci i sługi, gdy szły do spowiedzi wielkanocnej, przepraszały ze łzami o oczach rodziców względnie opiekunów za wszelkie wobec nich uchybienia i prosiły o przebaczenie, a ci błogosławili przepraszających i przed spowiedzią rzewnie się z nimi żegnali. Również sąsiedzi, którzy gniewali się z sobą i żyli w niezgodzie, nim poszli do spowiedzi, zachodzili do siebie, przepraszali się wspólnie i na pojednanie całowali. Wszelkie posty były najściślej przestrzegane i nawet chory wzbraniał się i nie chciał postu złamać, chyba że mu lekarze lub ksiądz zalecił posilanie się mięsnymi potrawami. Lepsze to wszystko było niż panosząca się dziś bezbożność i brak rygoru obyczajowego. Dziś z upadkiem religijności wzmaga się liczba procesów sądowych i różnych zbrodni, dochodzi nawet do zamachów na księży i kościoły, co dawniej było prawie nie do pomyślenia. W ostatnim czasie pod Tarnobrzegiem tylko było kilka zbrodni tego rodzaju. I tak we wrześniu 1920 roku trzech drabów napadło w mieszkaniu na ks. Antoniego Rychla, proboszcza w Miechocinie, obrabowało go i pozbawiło reszty zdrowia, tak że wkrótce umarł. To znowu w listopadzie następnego roku młody chłopak zakradł się w nocy do kościoła w Miechocinie i skradł stamtąd trzy kielichy kościelne. O świętokradzkiej kradzieży w kościele oo. Dominikanów w Tarnobrzegu piszę na innym miejscu.