A że lud posiadał w ogóle dużo cech dobrych, a szczególniej zdrowie moralne i cielesne, więc zdolny był do postępu, mógł przyswoić sobie liczne udoskonalenia i oświatę w różnych sprawach; mógł przetrwać wojnę światową i dojść do niepodległego państwa polskiego.
Gdyby mnie kto zapytał, jakie w przeszłości pozostało jeszcze największe nieszczęście i zło, które lud włościański dręczy i gnębi, powiedziałbym, że alkohol to jest, trunki, które go zawierają. Żeby tego nie było, toby się wszędzie ludzie lepiej mieli, nie byłoby tyle zbrodni, kryminałów, tyle procesów, sądów, policji, tyle chorób, szpitali, aptek itd., nawet tylu dziadów, bo ilu ich znam, to żaden ani za połowę tego, co uprosi, nie kupi sobie pożywienia, ale co dziś użebrze, to dziś przepije i ustawicznie plącze się po prośbie. Setki znałem ludzi zdrowych, majętnych, pracowitych, ale jak zaczęli popijać, to stracili zdrowie, majątek i w nędzy pomarli.
Słowem, gdyby nie ten przeklęty alkohol, to prawdziwie byłby raj na tym świecie, bo nie ma tego złego, co by nie wynikało z pijaństwa, i żadne pióro nie jest zdolne opisać nieszczęść z pijaństwa. Gdyby nie ono, to prędzej by też nastąpiła naprawa wszystkiego w życiu społecznym, bo z trzeźwym łatwiej można by się naradzić, porozumieć i coś zrobić. Ale u nas pociąg do napitku jest jeszcze tak wielki, że gdzie nadarza się sposobność wypić choćby tylko kieliszek, choćby szklankę za kilka groszy, tam przyjdzie wielu, na sucho zaś mało kogo można pociągnąć do jakiejś sprawy, choćby ona była najlepszą i najważniejszą dla obecnych i przyszłych pokoleń.
Gdyby rząd skasował w kraju karczmy i szynki, to w kilku latach kraj stałby się bogaty: ubyłoby wprawdzie rządowi dużo dochodów z podatków od alkoholu, ale też ubyłoby wiele rozchodów na kryminały, szpitale itd., itd. Wielu żyłoby drugi raz tyle, jak obecnie, i oświata w młodym pokoleniu prędzej by się podniosła, wiadomo bowiem, że dzieci zrodzone z rodziców pijaków są tumanowate i słabe robią postępy w nauce.
Pisząc to, wiem dobrze, że do zniesienia karczem nie przyjdzie, a przynajmniej nieprędko, bo jednym chodzić będzie o to, że straciliby zyski, a drugim o to, że bez alkoholu żyć by nie mogli. A zresztą, chcąc alkohol z kraju wypędzić, trzeba by większą część posłów zmienić i tylko takich zostawić i wybrać, którzy sami nie piją i wyborców nie rozpijają, i byliby za niesieniem szynków. A że to wszystko na razie za trudne i niemożliwe do przeprowadzenia (dobrze, że w państwie polskim przeprowadzono przynajmniej zamykanie szynków i karczem w niedziele i święta), więc sobie życzę, żeby to było zapisane przynajmniej w Pamiętnikach, że póty na świecie dobrze nie będzie, póki społeczeństwo będzie pijane i wychowywać się w szynkach i karczmach.
Jak zapamiętałem w moim życiu do dnia dzisiejszego, to prawie więcej niż połowa realności włościańskich w Dzikowie, po ojcach odziedziczonych, przeszła w ręce innych, którzy od ojców nic nie dostali albo bardzo mało, a dzisiaj posiadają ładny majątek, że dla nich wystarczy do śmierci i dzieci mają czym obdzielić. I taka zmiana dokonała się prawie w każdej gminie, a przeważnie dlatego, że jedni tracili gospodarstwa głównie przez pijaństwo i płynące z niego wady i nieszczęścia, a drudzy dochodzili do dobrobytu przez trzeźwość i cnoty z nią związane.
Również dwaj najzamożniejsi w Dzikowie gospodarze: Jan Sokół i Józef Szewc w ten sposób doszli do majątków. Pierwszy miał po ożenieniu się tylko domek z ogródkiem i chodził z siekierą na zarobek, powoli jednak zaczął dokupywać gruntu po kawałku i z latami doszedł do tego, że miał 33 morgi najlepszej gleby. Drugi miał po ojcu 4 morgi, a dokupił więcej niż 15 morgów gruntu dobrego, pierwszej klasy. Wprawdzie wtenczas grunt był tańszy, ale też o pieniądze trudniej było niż obecnie. Patrzyłem na to i mogę powiedzieć, w jaki sposób obydwaj się dorabiali: przede wszystkim żadnego z nich nikt nie widział w szynku, żeby grosz na jaki trunek wydał, więc byli zawsze trzeźwi, nie byli nigdy karani, nie procesowali się, byli nadzwyczajnie oszczędni, pracowali, co tylko sił im starczyło, i gospodarowali wzorowo.
A takich, co w ten sposób, jak oni, doszli do majątku, naliczyłby więcej, zarówno w Dzikowie, jak i w każdej innej gminie, tak w starszym, jak i młodszym pokoleniu. Inni może mniej nabyli, ale zawsze nabyli, jednakże tylko trzeźwością, pracą i oszczędnością, a przede wszystkim trzeźwością.
*
Uważam w ogóle, że złe obyczaje i szkodliwe nałogi są największym utrapieniem ludzkim i mam przeświadczenie, że różne grzechy, a szczególnie główne, np. pijaństwo, rozpusta, zazdrość, sprowadzają więcej nieszczęść i biedy niż jakieś niedomagania społeczne i gospodarcze. Szkoda więc, że różni działacze społeczni mało albo nawet wcale na to nie zwracają uwagi, a często tacy chcą przewodzić ludowi, którzy sami obarczeni są wstrętnymi wadami i nałogami.