Nie było też dawniej żadnej prawie pielęgnacji sadu, do drzewa zachodził gospodarz przeważnie tylko wtedy, gdy miał zebrać owoc. Jeżeli kto miał sad, to pasł w nim bydło, nawet i trzodę, a za całą pielęgnację starczyć miało przewiązywanie drzewa powrósłem.

Przewiązywanie to odbywało się zawsze na Boże Narodzenie, mianowicie w Wigilię, po „postniku”. Była mowa, że jeżeli się którego drzewa nie zwiąże wtedy słomą, to będzie gniewać się i rodzić nie będzie. Więc zaraz po „postniku” wybiegali młodzi do ogrodu, jeden szedł przodem z siekierką i w każde drzewo pukał, zapytując się przy tym: „Będziesz rodzić czy nie, bo cię zetnę?”, a drugi idąc za nim, odpowiadał: „Nie ścinaj, będzie rodziło”— i powrósłem drzewo obwiązywał. I to samo powtarzało się przy każdym drzewie. Powrósło zaś musiało być na drzewie przez całe lato, nie wolno było go odwiązywać, chociażby się na nim najwięcej gąsienic zalęgło.

Ale to i dziś jeszcze widać po wsiach drzewa poobwiązywane powrósłami, choć to wierutny zabobon i drzewom nic nie pomaga, a może szkodzić, jeżeli za powrósłem zagnieździ się robactwo. Wielu nie rozumie jeszcze, że koło drzew trzeba chodzić, jak koło roli, że trzeba je pielęgnować przez cały rok, a wtedy jest z sadu ładny dochód, lepszy niż z roli. Ja np. największy dochód mam obecnie z ogrodu owocowego, który wynosi półtora morgi. W ostatnim roku, 1928, mam z niego 3000 zł czystego dochodu.

Przetworów owocowych nie robili innych prócz tego, co suszyli w piecach chlebowych: śliwki, jabłka, a szczególnie gruszki, i przyrządzali z tego polewkę do picia na Wigilię, a w czasie postu dodawali owoc suszony, rozgotowany i roztarty do kaszy jaglanej, co tak dzieci, jak starsi mieli za specjał.

Ogrodów warzywnych nie było. Bywały tylko małe ogródki, w których bywało trochę marchwi i pietruszki; marchwi zwyczajnie nawet nie zbierali, bo ją dzieci zawczasu wyciągnęły z ziemi i zjadły. Pola koło domów nie były więcej cenione niż dalsze, bo warzyw na nich nie uprawiali, a były narażone na szkody od drobiu i bydła. Jedynie z Wrzaw dowozili chłopi na targi cebulę, czosnek, marchew, mak, a takie warzywa, jak: ogórki, kapusta włoska, sałata, karpiele, kalarepa, kalafiory, szparagi, pomidory, fasola tyczna, groszek cukrowy bywały chyba w ogrodach dworskich, następnie rozpowszechniły się u urzędników, chłopi ich wcale nie znali.

Dziś wszystkie te warzywa, a szczególnie ogórki, uprawiane są przez chłopów, zwłaszcza w okolicach rędzinnych75 i w niektórych wsiach, np. w Dzikowie wyżej uprawa ta stoi niż dawniej we Wrzawach.

*

W domu i koło domu, zwłaszcza tam, gdzie były starsze dziewczęta, spotykało się różne kwiaty. Do zwyczajnych kwiatów trzymanych w oknach, w wazonikach należały: pelargonie, girania76, krezentyna77, rozmaryn, którymi okna były czasem zupełnie zaciemnione. Koło domu zaś w ogródkach, które zajmowały jakiś nieznaczny kącik, rosły: ruta, róża, majeranek, boże drzewko78, nagietki, roztroperz, wrotycz, piwonia. Kwiatki te zrywali do oświęcenia na Matkę Boską Zielną79, do rózgi weselnej, dziewczęta do strojenia głów w niedzielę i święta itp. Koło roku 1880 zaczęły się rozpowszechniać z ogrodu zamkowego różne inne kwiaty, sadzone w wazonikach i ogródkach.

*

W pszczelnictwie znane były tylko barcie, czyli pniaki, wydrążone z grubych sosen, wysokie około półtora metra. Ule takie jak dzisiejsze, zbite z desek, nie były znane i uważaliby je za nieodpowiednie dla pszczół, niechroniące przed mrozem w zimie.