*
Szewców nie brak było po wsiach, ale najwięcej trudnili się szewstwem mieszczanie-katolicy i bardzo w nieznacznej części Żydzi. W Tarnobrzegu między rzemieślnikami najwięcej było szewców, którzy mieli swoje domy i mniejsze lub większe gospodarstwa rolne, a żony ich zajmowały się przy tym najczęściej masarstwem.
Robili oni buty proste, szyte dratwą, którą trzeba było mocno ciągnąć, gdy była smołą nasmarowana; dlatego szewc zawsze miał ręce od dratwy zasmarowane. Zamiast igły używali szczeciny świńskiej, którą do dratwy wkręcali. Nikt nie umiał robić butów zbijanych kołeczkami i nie było o tym żadnej wiadomości. Dopiero Dec, a za nim Stąpor, którzy przybyli z Rzeszowa i w Tarnobrzegu się osiedlili, zaczęli takie buty wyrabiać. Gdy Dec zrobił tu pierwsze takie buty jednemu z oficjalistów dworskich, ludzie zatrzymywali się w niedzielę, jak państwo z kościoła wychodzili, i z ciekawością przyglądali się tym butom na kołkach (nie szytym).
Tarnobrzescy szewcy robili buty na zmowę i na sprzedaż. Gdy kto ze wsi zamawiał sobie buty, zwyczaj dawał szewcowi nici swego wyrobu lub konopie i upominał, żeby to było na jego buty użyte, żeby przy tym dratwa była dobrze smarowana smołą, a skóra mocna. Dobremu szewcowi dawali przy każdym spotkaniu poczęsne, zapraszali go w kumy i stąd wywiązywało się wzajemne przyjacielstwo. Takie buty robione na zmowę były silniejsze i droższe. Zresztą robili szewcy tutejsi buty na sprzedaż i wynosili na targ we środy po jednej i kilka par, na co nie zakładali kramu, ale buty trzymali w rękach.
Największy jednak handel na obuwie gotowe był zawsze na jarmarkach w Majdanie. Występowali tam szewcy miejscowi i ściągali okoliczni, a trzymali towar bądź w rękach, bądź rozwieszony na żerdkach. Ściągało tylu szewców, że obuwia nigdy nie brakło. Kupowali tam buty szczególniej dla służby, dla parobków, dziewek, pastuchów i zaopatrywała się w to majdańskie obuwie cała okolica, o innym sprowadzonym z obcych krajów nikt wtedy nie słyszał. Kupowali u szewców znajomych, o których byli przekonani, że wyrabiają dobre buty; kto raz kupił takie buty i dłużej w nich pochodził, to potem garnął się do tego samego szewca. Było to jednak zwyczajnie mniej silne niż zrobione na zamówienie, ale także tańsze. Buty dla parobka kosztowały 3–4 złr, dla dziewki 2–3 złr, dla pastucha 1,5–2 złr.
Sprawiając nowe buty, uważali, ażeby były „zazuwne”, tj. dały się łatwo wzuwać i zezuwać.
Mniejsze poprawki u butów uskuteczniali sobie sami, do czego w każdym domu znajdowało się szydełko szewskie i dratwy, w domu sporządzone.
Rymarze byli przeważnie tylko po dworach, gdzie robili uprzęże na konie, siodła, kanapy itp. Prócz tego byli wędrowni, którzy robili uprząż, tj. chomąta113 po domach chłopskich, ale to dopiero w tych czasach, gdy się wieś zaczęła podnosić, gdyż przedtem używane były na konie tylko śle114. Zajmowali się tym katolicy.
*
Wyrób kapeluszy słomkowych odbywał się głównie w lecie na pastwisku, gdzie pastuchy, pasąc bydło, robili „ząbki”, czyli sploty na te kapelusze.