A już najwięcej w owych czasach była rozpowszechniona wiara w czarownice, które mleko krowom odbierały albo psuły. Która gospodyni lepiej koło krów chodziła, dobrze je żywiła i stąd więcej miała mleka, to już była uważana za czarownicę i znienawidzona od drugich gospodyń; te bały się z nią zachodzić albo ukradkiem wchodziły z nią w przyjaźń, ażeby im nie szkodziła. Jeżeli na przykład krowa kopała nogą, bo gospodyni nie umiała obchodzić się z nią łagodnie i źle ją doiła, już winną temu była czarownica; jeżeli masło nie dało się prędko zrobić, bo śmietana była licha, zbierana z kilku dni, także winną była czarownica itd., jednym słowem, szczególniej w hodowli krów zabobon jechał na zabobonie.

Na wiosnę, przy pierwszym wypędzaniu krów na pastwisko, kobiety kładły na progu stajni: siekacz, miotłę, palmę święconą w Palmową Niedzielę, ziela święcone w oktawę Bożego Ciała i na Matkę Boską Zielną. Przez to krowy przepędzały i leżało to aż do powrotu krów, żeby przez to znowu przeszły, wracając z pastwiska. Miało to zabezpieczyć krowy przed czarownicami.

Kobiety strzegły się czarownic najwięcej w oktawy Bożego Ciała, bo wtedy one najbardziej wojowały.

Po wsiach, szczególnie na lasach, nie brak było guślarzy i guślarek, dających rady w różnych potrzebach, a trudnili się tym tacy, którym nie chciało się robić, a lubili wódkę. Najwięcej zaś korzystali z łatwowierności naszych ludzi Cygani, którzy podówczas włóczyli się po wsi prawie każdego tygodnia. Gdy do domu weszła Cyganka, to nie ustąpiła, aż coś wyłudziła.

Pamiętam, jak raz przyszła do naszego domu i wróżyła, wiele lat będzie kto żył, jakie ma i będzie miał od ludzi prześladowania itd., za to żądała mleka i masła. Ale babka moja zaczęła się spraszać, że krowy z mlekiem ucięły i mleka w domu nie ma; a Cyganka podchwyciła to, mówiąc, że ona wie o tym dobrze, a tylko tak próbowała, i ciągnęła dalej, że mleko krowom czarownica odjęła, ale ona to naprawi, tylko chce za to czarną kurę, bo kura z innym upierzeniem nie będzie skutkowała. Babka spraszała się, że takiej kury nie ma, ale Cyganka twierdziła uparcie, że jest (bo widziała już wpierw kury, jak szła przez podwórze, a że czarna była największa, dlatego czarną chciała). Babka uwierzyła, że Cyganka musi wszystko wiedzieć, skoro wie, nawet o kurze, więc po pewnym jeszcze kłopocie zgodziła się złapać jej tę kurę. Wtedy Cyganka upomniała, ażeby kury nie żałowała, boby jej porada nie była tak skuteczną, a następnie zaprowadziła babkę do stajni, dała okruszynę jakiegoś łoju i kazała wetknąć w ściankę tam, gdzie krowa sięga pośladkiem. Gdy to zostało uczynione, oświadczyła, że już trzeciego dnia przybędzie mleko i żadna czarownica go już nie odbierze.

I poszła Cyganka, a babka przez trzy dni kury nie żałowała, ale gdy po trzech dniach i później żadnego skutku nie było, i krowy jak przedtem, tak i później mleka nie dawały, wtedy dopiero poczęła żałować, mówiąc, że Cyganka kurę wykusiła, ale już było nierychło, bo kura już dawno była zjedzona.

Była także w Dzikowie taka guślarka. Wprawdzie miejscowi mało do niej chodzili, bo ją dobrze znali i wiedzieli, co warta, ale za to z innych wsi ludzie do niej ciągnęli, a nawet furami po nią przyjeżdżali, a na odwrót, nasi chodzili do guślarzy na obce wsie.

Co do tej guślarki w Dzikowie, była taka wiara w okolicy, że jest na wszystkim wyznana: pannom wyrabiała tak, że wychodziły za mąż, za kogo chciały; chorych potrafiła wykurować nawet z takich słabości, z jakich żaden doktor nie potrafił; krowy, które nie dawały mleka, umiała naprawiać; nawet na sędziów mogła wpływać tak, że każdy, kto się do niej zwrócił, miał wygrać proces, jednym słowem, obiecywała każdemu takie szczęście, jakie tylko mieć sobie życzył, choć sama była chudobna.

Raz zmówiła się z jednym gospodarzem, który miał proces, i przyrzekła mu, że proces wygra, bo ona potrafi na sędziego odpowiednio wpłynąć, tylko chciała, żeby jej chłop dawał wszystkiego, czego zażądała. I tak było. Chłop dał najpierw pieniędzy, potem w ciągu procesu przywoził masło, ser, słoninę, kaszę itp., co mu kazała, a wszystko to miał sędzia od niej odbierać i zjadać i proces miał się skończyć pomyślnie. Tymczasem chłop ze wszystkim proces przegrał i pokazało się, że sędzia o niczym nie wiedział, bo ona wszystko brała dla siebie i zjadała. Nawet jej nie skarżył, bo nie chciał więcej do niej dołożyć, a ludzie się z niego wyśmiali i na tym się skończyło.

Ale jak mówią — przyjdzie czas i trafi swój na swego. Przyjechał raz o nią gospodarz ze Stalów, żaląc się, że mu się na obejściu nie wiedzie, i chudoba167 mu zdycha. Wziął babę ze sobą, ażeby temu zaradziła. Skoro stanęli na miejscu, baba zaczęła obchodzić całe podwórze i wróżyć, jak zwyczajnie guślarka: „Sąsiady — powiada — stoją wam na zdradzie, macie tu zakopaną jakąś padlinę, dobrze ją czuję; dajcie rydla, to ją wyszukam i wykopię”.