Księży miał lud w wielkim poszanowaniu, uważając ich za wybrańców bożych, za święte już na tym świecie osoby i zwracał się do nich z zupełnym zaufaniem.
Dopiero gdy począł się polityczny ruch ludowy, stosunek ten zmienił się nieco, ale obecnie znowu się poprawia, dzięki gorliwej działalności zwłaszcza młodszego duchowieństwa, podejmującego poza obowiązkami kościelnymi pracę społeczną między ludem.
Życie religijne mieszkańców Dzikowa skupiało się głównie w pobliskim kościele oo. Dominikanów w Tarnobrzegu, gdzie w wielkim ołtarzu znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Dzikowskiej, koronowany wśród wielkich uroczystości w roku 1904. W klasztorze tarnobrzeskim bywało zawsze za mojej pamięci po dwóch, trzech księży, odbywały się piękne nabożeństwa i uroczystości i było wielkie przywiązanie wśród okolicznej ludności do kościoła klasztornego. Kościołem parafialnym dla Dzikowa, podobnie jak dla Tarnobrzega, był kościół w Miechocinie, oddalony o dwa kilometry.
W ostatnich czasach były starania o utworzenie parafii w Tarnobrzegu i wreszcie po wojnie światowej w roku 1922 na obszarze dotychczasowej wielkiej parafii miechocińskiej utworzone zostały cztery osobne parafie: w Miechocinie, Tarnobrzegu, Chmielowie, Tarnowskiej Woli. Przy dawnej parafii miechocińskiej pozostały wsie: Kajmów, Machów, Ocice, Nagnajów, Siedliszczany. Do parafii tarnobrzeskiej włączono wsie: Dzików, Mokrzyszów, Stale i parafię tę otrzymali oo. Dominikanie, a pierwszym proboszczem został o. Bruno Janiewski. Parafie w Chmielowie i Tarnowskiej Woli obejmują po trzy wsie i w parafiach tych rozpoczęła się budowa nowych kościołów.
*
Odbywali dawniej dalekie pielgrzymki, bo aż na Kalwarię Zebrzydowską 25 mil, do Częstochowy 30 mil i innych sławnych miejsc odpustowych.
Wielkie odpusty bywały też w Tarnobrzegu w klasztorze oo. Dominikanów, największe były tu na Zielone Świątki170, a zwłaszcza na Siewną171, 8 września. Przybywały wtedy do klasztoru liczne kompanie z powiatu naszego, mieleckiego i kolbuszowskiego, a także z Królestwa Polskiego, skąd dużo przechodziło granicę potajemnie „na ucieczkę”. Pątnicy nocowali w klasztorze na korytarzach, w Tarnobrzegu po domach katolickich, w Miechocinie, a najwięcej w Dzikowie, gdzie u każdego gospodarza nocowało przeciętnie po stu ludzi w stodołach i szopach. Pobliscy przyjeżdżali na dzień odpustu furami.
Największe jednak odpusty odbywały się w Leżajsku, gdzie jest klasztor oo. Bernardynów z cudownym obrazem Najśw. Marii Panny. Największe bywały tam na św. Antoniego172 w czerwcu, na św. Franciszka w październiku, na Matkę Boską Zielną, Siewną, Różańcową173 i na Zielone Świątki.
Ludzie od nas udający się na odpust do Leżajska, odległego stąd o dziewięć mil, gromadzili się najpierw w oznaczonym dniu w Krządce, gdzie był głośny przewodnik, który prowadził kompanię do Leżajska, zbierały się tam kompanie, wynoszące od pięciuset do sześciuset ludzi, z przewagą kobiet i dziewcząt dorosłych.
Przewodnik miał nad kompanią cały zarząd, był nad nią lepszym opiekunem niż wójt w gminie. Przestrzegał porządku w kompanii, żeby się komu co złego nie stało, żeby nie zaginął, za porządek i całość kompanii odpowiadał przed opinią ogółu.