Prócz wójta i przysiężnych byli jeszcze po gminach tzw. deputowani, czyli pełnomocnicy gromady, odpowiadający dzisiejszym pełnomocnikom, wyznaczonym przez radę gminną. Deputowani, raz wybrani przez gromadę, należeli do wszystkich komisji, jakie się w gminie trafiły i załatwiali w imieniu gromady wszystkie najważniejsze sprawy; na ich też ręce przychodziły wszelkie pisma w tych sprawach.

Bywali nimi chłopi starsi i majętniejsi, a przy tym tacy, którzy umieli się odezwać i postawić tam, gdzie trzeba było. Mieli też w gromadzie wielkie znaczenie; znaczyli nieraz więcej niż wójt i przy wyborze wójta najczęściej któryś z deputowanych wskazywał gromadzie, kogo wybrać.

W Dzikowie, jak zapamiętałem, deputowanymi byli: Wincenty Stala, Józef Krzyżek i Jan Szczytyński. Oni występowali imieniem gminy w sprawach serwitutów, czyli służebności pastwiskowych i lasowych, które wtedy były regulowane z dworem.

Jeszcze bowiem w dwadzieścia lat po ustaniu pańszczyzny, tj. do roku 1868, pastwisko dzikowskie należało do dworu, czyli — jak się wtedy mówiło — do państwa dzikowskiego, a chłopi z Dzikowa mieli na obszarze pastwiska tylko serwitut, czyli służebność, mianowicie prawo paszy. Drzewa rosnące na pastwisku, jak jabrzędzie, olszki, topole nadwiślańskie, sosny stanowiły wyłączną własność hrabiego i chłopom nie wolno było ich ścinać. Na pastwisku mogło się paść także bydło dworskie.

Drzewo opałowe i budowlane brali chłopi w tym czasie z rozległych lasów w Dęby i Żupawie, należących do dóbr dzikowskich. W lasach tych przysługiwała chłopom z Dzikowa, — podobnie jak chłopom z innych wsi należących do państwa dzikowskiego — służebność, tj. prawo do poboru drzewa na opał i budowę. Do poboru drzewa opałowego uprawnieni byli wszyscy: kmiecie, zagrodnicy, komornicy, do poboru drzewa budowlanego tylko kmiecie i zagrodnicy.

Dopiero w kilkanaście lat po ustaniu pańszczyzny regulowane były sprawy służebności pastwiskowych i lasowych, mianowicie dwór odstępował gminom za prawo poboru paszy i drzewa pewien obszar pastwiska i lasu na własność. Chłopi jednak w owych czasach i ich pełnomocnicy nie byli w tych sprawach należycie uświadomieni; nie umieli ich dopilnowywać i przeprowadzić z korzyścią dla siebie i gmin.

Kiedy komisja rządowa prowadziła obliczenia, ile jest koni, bydła rogatego, trzody chlewnej w gminie, starali się podawać zaledwie część tego, co mieli, resztę chowali w domu, wyganiali w krzaki, bo się obawiali, że skoro przedstawią wszystko do obliczenia i większy dostatek, to rząd nałoży na nich większe podatki czy inne ciężary, albo będzie więcej zabierał w razie wojny dla wojska, byli też przekonani, że gmina dostanie mniej pastwiska na własność, skoro się okaże, że gospodarze dobrze się mają i są zamożni. Tymczasem, przeciwnie, należało wykazać prawdziwy stan inwentarza żywego, bo — jak się później pokazało — obszar pastwiska przydzielany był stosownie do wykazanej liczby tego inwentarza.

Kiedy znowu regulowana była sprawa służebności lasowej i komisja rządowa sporządzała opisy i pomiary typowych budynków mieszkalnych i gospodarskich, starali się pokazać zabudowania najmniejsze i najlichsze, bo mówili, że jakby komisja stwierdziła, że gospodarze są bogaci i mają zabudowania dobre i duże, to orzeknie, że nie trza im dużo lasu, i mniej lasu dostaną na własność. Tymczasem właśnie obszar lasu przydzielany był na własność stosownie do rzeczywistej, stwierdzonej potrzeby uprawnionych do poboru drzewa.

Później tego żałowali, skoro się przekonali, że źle zrobili, że mało bydła podawali i najskromniejsze budynki pokazywali, bo gmina otrzymała mniej pastwiska i lasu.

Nikt jednak wtedy nie oświecał chłopów w tych sprawach, nie było gazet, w których by to było wyjaśnione, rząd nie prostował błędnych pogłosek, rozchodzących się między chłopami i szedł wtedy we wszystkim na rękę dworom. Za to właściciele dworów dobrze sprawę rozumieli i starali się wykazać wszystkiego najwięcej.