— Vivat! — wołali chłopcy i dziewczęta, las, forteca, pole, łąka...
Paulinka taki ładny miała domek.
Między sosnami ziemia starannie wygładzona i schludnie przysypana żółtym piaskiem. Domek między sosnami rozdzielony patyczkami na dwa pokoiki i kuchenkę. Z piasku ładnie uklepany stół, dwa krzesła, łóżko, komoda; na komodzie lustro z deseczki i wazonik z szyszki; a w wazonie kwiaty. W kuchence na kominie w pudełku od zapałek gotowała się kartoflanka z kulek jałowca. A jeszcze na stole, dla przystrojenia pokoju, leżały dwa guziki.
Obok domku ogródek, w ogródku łubin, dzwonki leśne, bławatki, nieśmiertelniki. Cztery klomby i sześć zagonów. Przy pracy w ogrodzie pomagali i chłopcy. Kopeć zrobił ogrodzenie z patyków, Boćkiewicz piasek nosił, ale go dziewczynki Wojtkiem nazwały, więc się obraził i poszedł; potem wrócił znowu, tylko piasku nosić już nie chciał.
Taki ładny był domek Paulinki — przyszli chłopcy do Zofiówki i wszystko zniszczyli. Najprzód było ich dwóch: duży i mały, potem przyszło ich czterech. Jeden wskoczył na stół z piasku — mówi, że to ambona.
— Słuchajcie, dziewuchy, kazanie wam powiem.
I popsuł stół, tak ładnie uklepany, zniszczył wazonik z szyszki z kwiatami, zginęły dwa guziki, którymi był stół ozdobiony.
— Poczekajcie, paniom powiemy — mówią Brońcia, Helenka i Zosia.
— Dużo się boimy.
A jeden chłopiec mówi do chłopców: