— Nie psujcie, bo one przecież pracowały. Widzicie, jakie wy świnie.
Potem przybiegły dziewczynki — ze dwadzieścia — ale się bić z chłopcami nie chciały, a wreszcie i tak był już domek popsuty. Tylko potem Józia, którą nazywają Herodem, powiedziała:
— Szkoda, że mnie nie było: takie bym im grzanie wyprawiła, żeby popamiętali.
Chłopców, którzy się do udziału w napadzie przyznali, było siedmiu, a sądziły ich właścicielki domku: Paulinka, Todzia i Zosia. Naprzód chciały tak chłopców osądzić, żeby za karę cały dzień w łóżku leżeli, ale zaraz potem im przebaczyły.
Pamiętacie plan fortecy z Michałówki? Otóż i tu taka sama była forteca, tylko po obu stronach pierwszego fortu wznosiły się dwa wysokie kopce: prawy kopiec pułkownika Suchty i lewy pułkownika Robaka.
Zgadnijcie, jak spośród stu pięćdziesięciu chłopców wybrano dwunastu wodzów do dwunastu pułków?
— Zapewne wybrano najsilniejszych?
— O nie, sama siła tu nie wystarcza.
— Więc najwaleczniejszych?
— I to nie, bo skąd przed bojem wiadomo, kto będzie waleczny?