Dwunastu wodzów dla dwunastu pułków wybrano w następujący sposób:

Podczas obiadu ogłoszono pospolite ruszenie i wydano rozkaz, aby się po obiedzie chłopcy nie rozchodzili z werandy. I zaraz po obiedzie część chłopców pobiegła do lasu, reszta czekała, czekała, ale widzą, że poboru do wojska nie ma i nie ma, więc znów część poszła sobie, reszta niecierpliwić się i sarkać zaczęła — zostało na werandzie niespełna trzydziestu.

— Pewnie pan zapomniał? — powiadają.

A to sobie dobre: ogłosić pospolite ruszenie i zapomnieć.

— Jak to, tylko tylu zostało? Hm, to mało, bardzo mało. Chodźcie, chłopcy, pójdziemy kręcić wodę do studni; bo Jan z koniem pojechał do Goworowa po mięso, więc pani gospodyni prosiła, żebyście wy dziś kierat kręcili.

— Eee — rozległ się pomruk rozczarowania. Czekali tak długo, a teraz mają wodę kręcić?

I po drodze do kieratu część chłopców znikła w lesie, a wodzami zamianowano tych, którzy najpracowiciej i najzgodniej wodę kręcili.

Bo dobry wódz musi być karny, cierpliwy, rozumny, zgodny; chcąc, by go słuchano, sam musi dzielnie spełniać rozkazy.

Nazajutrz ponownie ogłoszono pospolite ruszenie, tym razem już wodzowie pilnowali porządku, a pobór odbył się natychmiast po obiedzie; wszyscy musieli być obecni pod grozą99 niebrania udziału w wojnie. Słabi i malcy szli do bocznych fortów, mali a dzielni szli do pułków Suchty i Robaka na kopce, a cały fort pierwszy i centrum ze sztandarem, razem dziewięć pułków, spoczywały w rękach generała Goreckiego.

Każdy z naczelników otrzymuje kartkę ze spisem nazwisk żołnierzy, do jutra musi zapoznać się ze swym pułkiem; jutro, podczas przeglądu wojsk, zda z czynności swych sprawę. Kartka dla większej powagi nazywa się kancelarią pułkową...