Kto wie, jak trudno dwom chłopcom przy stole zgodnie się posługiwać jednym kałamarzem, ten kłótnie przy pisaniu listów musi uważać za tak naturalne jak zamykanie oczu, gdy się zasypia, lub wycieranie nosa, gdy się ma katar.

— Proszę pana, on mnie ciągle trąca.

— Ja go wcale nie trącam, tylko on pisać nie umie, kozaków nasadził i teraz mnie się czepia.

— Proszę pana, on pisze: kochani rodzice, czego i wam życzę, a nie napisze: jestem zdrów.

— Bo mi się tak podoba, a ty sobie odejdź.

Zaglądanie do cudzych listów nie należy do dobrego tonu, ale opuszczanie: jestem zdrów, jest upodobaniem co najmniej dziwnym.

— Proszę pana, ile ja ważę, bo zapomniałem, a chciałem napisać.

I pisze zadowolony:

„Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Jestem zdrów, ważę pięćdziesiąt siedem funtów105 i chodzę do lasu, i kąpię się, i jestem zdrów”.

— Głupi, dwa razy pisze, że jest zdrów.