Nie, nie powódź, ale coś takiego, co też wymaga ofiarnych ochotników.

Oto stróż kolonii skarży się na nieporządki w ustępie. Chcieliśmy was prosić o kolejne dyżury. Gdyby czterech chłopców codziennie — od śniadania do obiadu i od obiadu do wieczora — pilnowało porządku, byłoby to z dużym dla kolonii pożytkiem...

Z tym samym zapałem, z jakim chcieli przed chwilą biec do pożaru, zaczęli się teraz zapisywać na kolejne dyżury.

— Pamiętać należy, że czynność sama jest przykra i że znajdą się głupcy, którzy z was śmiać się będą. Z góry o tym uprzedzić należy, by ci, którzy się zapisali, mogli się w porę wykreślić z listy.

Nikt się wykreślić nie chciał.

— Więc od jutra.

— Od jutra.

— I można liczyć na was?

— O, można.

Chłopcy i w tym przypadku nie zawiedli zaufania dozorców.