Tegoż dnia jeszcze uradzono, że jutro przeproszą Piotra Łoja i pastucha Wojciecha, gdy ci przyjdą na nabożeństwo niedzielne — i że dziś wieczorem na sali pan żadnej bajki nie powie — nie, by chłopców ukarać, ale że zmartwienie miał wielkie.

Rozdział dwudziesty drugi

Miłosna i Łysa Góra

Wstęp

Przystępuję do najtrudniejszego rozdziału w moich opowiadaniach: historii dwóch osad, ich powstania i rozwoju, zarządu i życia. Wiadomo, jak trudną jest żmudna praca historyka, który z legend, sprzecznych pogłosek, nie zawsze dość wiarygodnych dokumentów pragnie wyciosać gmach historycznej prawdy. Jeśli więc tu i ówdzie wkradnie się błąd lub nieścisłość, jeśli wyznam szczerze, że czegoś nie wiem, proszę z góry o przebaczenie.

I. Pierwszy na kolonii szałas

W rozdziale o Indianach zaznaczyłem z naciskiem, że wolni strzelcy mieszkali w jaskiniach kopanych w ziemi i tylko dachy zrobione były z gałęzi. Już dach jaskini Klimczaka tak był mocny, że deszczu nie przepuszczał, pieczara Stachlewskiego posiadała dwie cegły nawet, kopano piwnice dla zapasów żywności i schowanka na siano dla koni — nie były to jednak szałasy, a legowiska raczej122.

Kto zbudował pierwszy w Wilhelmówce szałas?

Ja twierdzę, że Siedlicki i Dawidczyński, jakkolwiek są i tacy, którzy Bartyzkowi przypisują to wiekopomne odkrycie.

Bartyzek widział na wsi płócienne namioty żołnierskie, przyszło mu na myśl, że płótno zastąpić mogą gałęzie — i wnet z Pogłudem i Dąbrowskim wzięli się do budowy pierwszego na kolonii szałasu.