O ucieczce Józia taką znajdujemy wzmiankę w pamiętniku jednego z kolonistów:
„Po obiedzie chłopiec, z którym grałem w palanta, był namówiony, żeby uciekł do Warszawy. I właśnie, jakeśmy wyszli na drogę do Zofiówki, on poszedł do sypialni i powiedział pani gospodyni, że chce wziąć scyzoryk. Ale wszedł do szatni, zabrał ubranie i poszedł do szałasu, żeby się przebrać. Zostawił w szałasie kolonijne ubranie i prosto na stację. Przeszedł po balu przez naszą łazienkę, ale noga mu się obsunęła i mało nie wpadł do wody. Potem położył się koło łubinu i czekał na tego chłopca. Pan myślał, że go głowa boli, ale inny chłopiec znalazł w szałasie jego ubranie i powiedział panu. Zaraz panowie poszli na stację, ale go nie było i znaleźli go koło łubinu. Taka jest historia chłopca, który chciał uciec... ”
Pamiętacie, o czym wieczorem sosny z niebem gwarzą? Że jeśli nie wszystkie dzieci są miłe i dobre, nie zawsze ich w tym wina.
Rozdział dwudziesty czwarty
Wróżenie z ręki. Dłoń małej Helenki wszystkie tajemnice zdradziła. Jak Zosia gospodarowała.
— Prawda, że żaba przeklina151? — pyta się Mania. — Jak kto152 patrzy na żabę i ma otwarte usta, to umrze?
— A mojej mamie raz kabalarka153 powiedziała, że się coś złego stanie, i dziesięć rubli z kuferka ukradli — mówi Zosia.
— A ja mam czarodziejską laseczkę — oznajmia Stasiek. — Jak komu dam nią w łeb, to mu zaraz guz wyskoczy.
Chłopcy nie wierzą ani w duchy, ani w strachy, ani w umarłych. A dziewczyny głupie gadają o czarach i potem boją się spać. Chłopcy nawet w kabalarki i wróżki nie wierzą, toteż zdziwili się niepomiernie, kiedy pan obiecał Helence wyczytać z ręki wszystkie tajemnice.
Pan patrzy, patrzy, patrzy na rękę Helenki, a wszyscy ciekawie czekają, czy zgadnie.