— Hm, Helenka talerz raz stłukła.
— Nie talerz, tylko podstawkę.
— A raz znów Helenka zjadła coś mamie i mama bardzo się gniewała.
— Oj, naprawdę: skąd pan wszystko wie?
Mama kupiła śliwki na marynaty i Helenka dwie śliwki zjadła bez pozwolenia, ale były troszkę robaczywe.
— Tak jest — potwierdza pan, pilnie patrząc na rękę. — Śliwki były troszkę robaczywe. A raz znów Helenka spadła ze schodów.
Rzeczywiście: pośliznęła się i z dwóch schodów zleciała.
— Raz znów z dziewczynką się pokłóciła.
— A jak się ona nazywała?
— Imiona trudno z ręki wyczytać: chyba Mania się nazywała.