Józik dostał baty, bo zamiast dziecko kołysać, przez okno z parteru skikał161; Wiktor zbił nowy klosz, bo chciał zobaczyć, czy ciężki; Władek na rachunku ojca popisał swoje nazwisko i cały rachunek pomazał. Bociek na lampki się zagapił na Marszałkowskiej ulicy, a w domu myśleli, że zginął, Bronek chciał strącić z daszka tasiemkę i siostrę trafił kamieniem, a jednemu znów ubranie całe w kąpieli ukradli i kolega mu tylko koszulę pożyczył.

— Jak mnie matka w koszuli zobaczyła, to ci było dopiero...

A dzień wyjazdu z kolonii się zbliża. Dziewczynki wyjeżdżają już jutro.

Zapomniane dawne urazy; już teraz ani domki i meble z piasku, ani szałasy niepotrzebne.

Dziewczynki dają chłopcom splecione z sitowia koszyczki, trzepaczki, kapelusze — na prezent dla sióstr w domu, a chłopcy dają dziewczynkom wycięte z kory łódki, solniczki, młotki, serduszka, krzyżyki. Dziewczynki już w swoich ubraniach, chłopcy jutro będą się ważyli, pojutrze się dopiero przebiorą.

— Jeszcze trzy dni zostało.

— Nieprawda, bo dwa tylko.

— A trzy; dzisiejszy dzień się liczy, bośmy obiadu jeszcze nie jedli.

I znów:

Ostatnia wycieczka do lasu, ostatnia jajecznica, ostatnia kąpiel, ostatnia partia palanta.