— A nasz pan znalazł cztery prawdziwce i dwa maślaki.

— A ja znalazłem scyzoryk — mówi Tomaszewski.

I ci wszyscy, którzy zgubili scyzoryki, oglądają, czy to nie ich czasem.

— Czasem to może twój, ale nie zawsze — mówi Tomaszewski.

Przychodzą spóźnieni.

— Uch, gdzie ja byłem. Trąbkę tak było słychać, że ledwo-ledwo, jakby bąk bzykał.

— A ja zbierałem za szosą.

— A nas chłopcy ze wsi gonili. Górski się przewrócił i wszystkie grzyby mu się wysypali.

— Grzyb jest rzeczownikiem nieżyjącym — mruczy chmurnie Prawe Serce.

Układny Czesio Gryczyński zbiera grzyby dla pani gospodyni, mały Frankowski niesie w czapce pełno mucharów.